Osobom, które przypadkowo stały się świadkami działań prowadzonych przez NKWD na terenie kopalni, groziło aresztowanie i śmierć. Znane są relacje, które podają, że po wybuchu wojny dyrektor „Saliny” polecił zgłosić się robotnikom po zaległą zapłatę. Było to zapewne podyktowane chęcią pozbycia się niewygodnych świadków, gdyż osoby, które posłuchały wezwania, miały w większości przypadków zostać aresztowane.
Niektóre źródła podają, że egzekucje na terenie „Saliny” rozpoczęły się już w pierwszym dniu wojny. Ich największe natężenie przypadło jednak na 25–26 czerwca. Odbywająca się w kopalni masakra nie ustępowała pod względem okrucieństwa egzekucjom w areszcie. Miejscem kaźni więźniarek stała się kopalniana kaplica, gdzie ofiary mordowano m.in. przy użyciu młotów. Świadkowie wspominali, że ściany, podłogi, a nawet sufit budynku były zbryzgane krwią. Niektóre źródła podają, że jedna z ofiar została ukrzyżowana na ścianie kaplicy.