Miejscem kaźni mężczyzn stał się szyb nr 4, znajdujący się w obrębie kopalnianego sadu. Więźniów prowadzono nad jego krawędź, a następnie zabijano strzałem w potylicę lub uderzeniem młota. Tego ostatniego narzędzia miały jakoby używać młode kobiety – funkcjonariuszki NKWD. Ciała zamordowanych zrzucano na dno szybu. Tak samo postępowano z rannymi więźniami, którzy w rezultacie topili się w solance lub dusili pod zwałami trupów. Znany jest jednak przypadek mężczyzny, któremu udało się przeżyć egzekucję, a następnie pod osłoną nocnych ciemności wydostać się na powierzchnię.
Do szybu wrzucano także zwłoki zamordowanych kobiet oraz więźniów zabitych w dobromilskim areszcie. Wyrobisko o głębokości około 35–40 metrów i szerokości około 2,5 metra całkowicie wypełniło się ciałami. W rezultacie enkawudziści byli zmuszeni pogrzebać część ofiar w masowym grobie wykopanym nieopodal szybu. Mogiłę tę po zakończeniu masakry przysypano cienką warstwą ziemi. Z kolei szyb zasypano żużlem i pokryto z wierzchu darnią.