Prokurator Glinka donosił w swym raporcie, że „w drodze […] Prijomyszew w różnym czasie i w dwóch etapach rozstrzelał 55 osób”.
28 czerwca nastąpił punkt kulminacyjny „marszu śmierci”. Tego dnia kolumna dotarła do miasteczka Ułła. Dwaj ocalali z masakry Polacy wspominali, że tamtejsi mieszkańcy odnieśli się do więźniów bardzo nieprzyjaźnie, ubliżając im, a nawet zachęcając eskortę do ich rozstrzelania („Towarzysze, dokąd prowadzicie tych bandytów, te polskie świnie. Bić ich na miejscu!”). Zdaniem Bogdana Musiała owo wydarzenie mogło mieć wpływ na późniejsze postępowanie enkawudzistów.
W międzyczasie kolumna przeszła przez most nad Dźwiną. Gdy więźniowie i eskorta znaleźli się w okolicach kołchozu Taklinowo (ob. Mikałajewa), nadleciał niemiecki samolot, który zbombardował wspomniany most. Nalot wywołał panikę wśród więźniów. Prijomyszew wydał wówczas rozkaz wymordowania całej kolumny. W ciągu kilkunastu minut konwojenci ogniem broni maszynowej rozstrzelali kilkuset więźniów. Rannych dobijano strzałem z pistoletu, bagnetem lub ciosem kolby karabinowej.