Wraz z nimi ewakuowali się członkowie więziennego personelu oraz ich rodziny. Michał Bogowicz, któremu udało się przeżyć „marsz śmierci”, oceniał, że kolumna marszowa była długa na 1,5 kilometra.
Wkrótce po wyjściu za bramę klasztoru kolumna natknęła się na tłum złożony z krewnych więźniów, którzy liczyli, że zdołają zobaczyć swoich bliskich oraz wręczyć im paczki z wodą, żywnością lub odzieniem. Nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu uniemożliwili jednak konwojenci, którzy bili i szczuli psami zarówno więźniów, jak i członków ich rodzin. Po opuszczeniu Berezwecza kolumna podążyła przez Kowale, Hołubicze, Przewóz, Uszacz, Soroczyno i Ułłę w kierunku Witebska. Podczas kilkudniowego marszu więźniowie nie otrzymywali wody i pożywienia. Osoby, które nie nadążały za kolumną, podejmowały próby ucieczki lub oporu, zbyt wolno reagowały na polecenia, były rozstrzeliwane lub zakłuwane bagnetami przez konwojentów. Ocalali więźniowie wspominali, że trasa przemarszu kolumny usiana była dziesiątkami trupów. W trakcie marszu dochodziło również do zbiorowych egzekucji. W rejonie Soroczyna (Sierocina) naczelnik Prijomyszew wraz z pięcioma konwojentami rozstrzelali 27 lub 32 więźniów. Zbrodni tej dokonano w odwecie za ucieczkę jednego z osadzonych.