Rylke wynikało bowiem, że wymagana w specyfikacji wysokość metacentryczna (80 cm) nie jest zachowana. Superarbiter także w tym przypadku zgodził się z argumentacją strony polskiej, co skutkowało nałożeniem na stocznię kary w wysokości 60 tys. dolarów (nie wiadomo jednak, czy wobec upadłości stoczni została ona wyegzekwowana). Przedłużające się budowy przyczyniły się do ogłoszenia upadłości stoczni, jednak ze względu na to, że wśród udziałowców był członek francuskiego rządu, oraz ze względów politycznych (wiarygodności Francji jako sojusznika), stocznia dostała się pod zarząd sądowy i uzyskała dodatkowe kredyty na kontynuowanie budowy polskich okrętów. Sama upadłość stoczni i związane z nią zamieszanie było czynnikiem, który przyczynił się do opóźnienia przekazania okrętów o około trzy miesiące.