Grzegorz Dowlasz ps. Ignacy Kowal (ur. 10 listopada 1922 w Wornianach k. Wilna, zm. 6 września 2012 w Szczecinie) – polski nauczyciel i pisarz, współzałożyciel, wraz z żoną Weroniką, pierwszego w Polsce rodzinnego domu dziecka – Domu Dowlaszów.
Życiorys Lata 1922–1945 Grzegorz Dowlasz urodził się w Wornianach 10 listopada 1922 roku. W roku 1941 ukończył w Wilnie średnią szkołę pedagogiczną. W czasie okupacji niemieckiej (zob. Wileńszczyzna w latach 1939–1944) był zaangażowany w działalność konspiracyjną. W tych okolicznościach poznał swoją przyszłą żonę, Weronikę. Walczył w szeregach AK (organizacja Wachlarz). Był żołnierzem 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty. Opuścił wojsko w roku 1946, po operacji w Hrubieszowie.
Lata 1946–1958 thumb|240px|Kościół w Bezrzeczu w roku 2006 Weronika i Grzegorz Dowlaszowie zawarli związek małżeński po zakończeniu II wojny światowej, w roku 1946. Zamieszkali w podszczecińskiej miejscowości Bezrzecze. Tu urodziły się ich dzieci – w październiku 1947 roku syn Grzegorz, a w maju 1949 roku córka Inka. W Bezrzeczu, należącym wówczas do wiejskiej gminy Dobra, wspólnie organizowali pierwszą polską szkołę (pierwszym kierownikiem została Weronika Dowlasz). We wrześniu 1946 roku rozpoczęły się zajęcia w szkole jednoklasowej, zlokalizowanej w małym budynku po szkole niemieckiej (znajdującym się naprzeciw kościoła). Szkoła siedmioklasowa powstała w wyremontowanym budynku gospodarczym, obok spalonego przez Rosjan pałacu rodzin von Ramin i von Schöning. Nowy szkolny budynek, istniejący do dzisiaj przy ul. Górnej, oddano do użytku w roku 1952. Powstał dzięki staraniom Grzegorza Dowlasza (drugiego kierownika szkoły), Stanisława Kowalika (prawnika i społecznika, przewodniczącego SFOS, z którego otrzymano dotację) i społecznej pracy mieszkańców Bezrzecza.
W kolejnych latach Dowlaszowie z dziećmi mieszkali w domu z ogrodem w Jasienicy (Grzegorz Dowlasz pracował w szkole, Weronika opiekowała się dziećmi, domem, ogrodem), a następnie w Policach, w bloku przy ul. Bieruta. Oboje byli wychowawcami w Państwowym Ośrodku Wychowawczym (G. Dowlasz został też kierownikiem placówki).
Lata 1958–2012
Rodzinny Dom Dziecka – decyzja W czasie pracy w polickim POW Dowlaszowie nabrali przekonania o konieczności zmian polskiego systemu opieki nad dziećmi pozbawionymi rodzin (sieroctwo i sieroctwo społeczne). Ochotniczo włączyli się do rozpoczynanej w roku 1958 akcji zastępowania „systemu zakładowego” (domy dziecka nazywane zakładami wychowawczymi, placówkami opiekuńczo-wychowawczymi) siecią rodzinnych domów dziecka.
Największe zainteresowanie Grzegorza Dowlasza budziła sytuacja najstarszych chłopców, wśród nich „trudnej młodzieży” – dewiacyjnych kilkunastolatków bez podstawowego wykształcenia, którzy uczęszczali na lekcje wraz ze znacznie młodszymi dziećmi (sytuacja była niekorzystna dla obu grup wiekowych). Starał się zorganizować dla nich odrębną szkołę wieczorową (zob. formy kształcenia, edukacja dorosłych), w której byliby traktowani odpowiednio do wieku. Eksperymentalnie grupa starszych chłopców została włączona do prac remontowych w budynkach placówki, co przyniosło nadspodziewanie dobre rezultaty (chłopcy zaangażowali się w tę pracę, a jej wyniki zostały wysoko ocenione przez fachowców), jednak szkoły wieczorowej nie uruchomiono. Apel ministerstwa o tworzenie eksperymentalnych domów rodzinnych uznał za okazję do utworzenia ośrodka rodzinnego (prowadzonego przez nauczycielskie małżeństwo), w którym również dorastająca młodzież zostanie otoczona właściwą opieką, zapewniającą prawidłowy rozwój osobowości.
Odbudowa domu przy Mącznej i budowa zaufania thumb|240px|Szczecin-Zdroje, ul. Mączna 16 (2016); w latach 1958–2013 – budynek Rodzinnego Domu DzieckaWeroniki i Grzegorza Dowlaszów Działania nie były odgórnie organizacyjnie przygotowane ani zabezpieczone finansowo. Dowlaszowi wstępnie zaproponowano udostępnienie zrujnowanego budynku w Zdrojach, jednak uzyskanie formalnych potwierdzeń tej decyzji, umożliwiających rozpoczęcie prac remontowych, okazało się trudne i czasochłonne. Nie mniejszych starań wymagało uzyskanie środków finansowych na zakup niezbędnych materiałów budowlanych i zatrudnienie kilku fachowców (w książce Legenda domu przy ulicy Mącznej Dowlasz poświęcił tym problemom rozdział pt. Pisemek wędrówki). Pozbawiony okien i drzwi dom był narażony na działania szabrowników. Dziurawy dach nie chronił go przed niszczącym działaniem opadów. W nieuregulowanej sytuacji prawnej pojawiało się też ryzyko jego przejęcia przez bogatsze konkurencyjne instytucje.
Problem wymagał rozwiązania bez zwłoki. Sytuacja skłoniła Dowlasza do natychmiastowego rozpoczęcia ryzykownego eksperymentu – utworzenia grupy zadaniowej, która miała się przekształcić w quasi-rodzinę. Trzonem zalążka rodziny stało się kilku kilkunastolatków o kontrowersyjnych zachowaniach, połączonych więziami wytworzonymi w domu dziecka, grupa społeczna o ukształtowanej strukturze. Grzegorz Dowlasz przedstawił chłopcom swój plan, w tym prawdopodobieństwo sukcesu lub porażki. Postawili sobie wyzwanie stworzenia „rodzinnego domu” dla siebie i kilku wybranych młodszych sierot. Wkrótce wyruszyli do Zdrojów na wakacyjny obóz, wraz z młodym wychowawcą (do którego, po krótkim czasie, zgodzili się zwracać per „wujku”) i kilkoma młodszymi dziećmi, których wybór powierzył im Dowlasz (wybrali dzieci darzące szacunkiem swoich przywódców; zob. rola społeczna, pozycja społeczna). Dowlasz zamieszkał wraz z nimi, jednak nie sprawował nieustannej pieczy – zaufał starszym chłopcom. Wyjeżdżając do urzędów, aby załatwiać piętrzące się sprawy administracyjne, powierzał dom i młodsze dzieci ich opiece. Niekiedy dochodziło do zachowań nieodpowiedzialnych, do których przywykli (m.in. opisanych w rozdziale pt. Smak zielonych jabłek), jednak starali się dbać o swój nowy dom i podopiecznych. Grupa z „kolonii” była stawiana za wzór dzieciom z sąsiedniego Domu Dziecka, w którym koloniści z Mącznej otrzymywali posiłki. Gdy okazało się, że prace muszą być kontynuowane w zimie, i gdy młodej brygadzie remontowej wynajęto w Domu Dziecka małe, świeżo wyremontowane mieszkanko na noclegi i odrabianie lekcji (praca na budowie nie przerwała nauki), oddali je po trzech tygodniach w idealnym stanie, budząc zdziwienie odbierającej komisji. Wspólnie ze swoim wychowawcą rozwiązywali codzienne problemy, uczyli się od fachowców technik prac murarskich, dekarskich, hydraulicznych i innych, nabierając coraz większego zaufania i sympatii do nowego „wujka”.
Stabilizacja i rozwój rodziny Nerwowe napięcie zmniejszyło się dopiero w kolejnym roku, gdy w budynku było już światło, woda, a w jego połowie udało się z trudem uruchomić centralne ogrzewanie. Na Mącznej zamieszkała wówczas Weronika Dowlasz z rodzonymi dziećmi, uprzedzonymi, że będą tu mieć liczne rodzeństwo i powinni pomagać rodzicom. Żona z wielką energią przejęła część rodzinnych obowiązków. Wkrótce pojawiły się młodsze przybrane dzieci, z ich głęboką potrzebą rodzinnego ciepła – ciocia Weronika i wujek Grzegorz zostali wówczas Mamą i Tatą.
Od tego czasu Grzegorz Dowlasz mógł częściej pracować we własnym gabinecie lub w pracowni-warsztacie. Pisał książki na temat wychowania i opowiadania dla dzieci, zajmował się wystrojem wnętrza domu (z pomocą chłopców wykonywał meble, ramki do obrazów, teatrzyk kukiełkowy itp.). Najwięcej czasu nadal pochłaniały nielubiane prace biurowe, związane z koniecznością przestrzegania rozlicznych sztywnych przepisów, niedostosowanych do nietypowej sytuacji ubogiego domu rodzinnego, w którym wydatki nie mogą być precyzyjnie zaplanowane. Znajdował czas na pomoc w rozwiązywaniu trudniejszych zadań domowych i uzupełnianie ogromnych zaległości niektórych starszych dzieci. Rozbudził ich głębokie zainteresowanie swoim bogatym księgozbiorem (rozpoczęło się niedozwolone czytanie pod kocami); dla najmłodszych, którzy przychodzili do gabinetu czymś się pochwalić, zawsze miał pod ręką cukierki.
To Ojciec był też zmuszony rozwiązać chyba najtrudniejszy z problemów wychowawczych, który pojawił nieoczekiwanie wtedy, gdy zdaniem wielu obserwatorów Dowlaszowie już osiągnęli sukces – stworzyli rodzinę. Groźna sytuacja mogła być zwiastunem porażki idei domu rodzinnego – z kuchni ukradziono złoty pierścionek ze szlachetnym kamieniem, cenną pamiątkę „cioci” po jej tragicznie zmarłym narzeczonym. Weronika zwątpiła w możliwość przemiany starszych dzieci (miała pretensje do męża, który wybrał członków pierwszej ekipy budowlanej, sugerowała wprowadzenie ograniczenia wieku sierot przyjmowanych do rodziny). Również Grzegorz Dowlasz – mocno związany z każdym z członków „grupy zbuntowanych” – poczuł się boleśnie zawiedziony, zarówno tym, że w Domu znalazł się „obcy” (złodziej – czy jeden?), jak tym, że od pozostałych nie usłyszał słów potępienia. Zagroził wszystkim usunięciem ich z Domu, jeżeli „zguba” nie „znajdzie się” w ciągu trzech dni (rozmowa była pozornie spokojna). Obiecał, że sprawa pójdzie w niepamięć, jeżeli się znajdzie. Ostatniej nocy, gdy siedział w ciemności, pogrążony w ponurych myślach, usłyszał ciche kroki kogoś, kto skradał się do skrytki w piwnicy, a następnie do pokoi na piętrze. Dotrzymał słowa danego chłopcom – nie skorzystał z okazji, aby przyłapać i ukarać sprawcę. Nie ujawnił swojej obecności i nigdy nie dowiedział się, kto nim był i czy inni o tym wiedzieli. Zguba znalazła się w pustym pokoju pod miotłami. Do sprawy nie wrócono. Opis sytuacji i sposobu jej rozwiązania zrobił duże wrażenie na Marianie Brandysie, który w posłowiu do książki Legenda domu przy ulicy Mącznej napisał m.in. z podziwem:
thumb|240px|Groby W. i G. Dowlaszów na cmentarzu Centralnym w Szczecinie (kw. 95E)
Gdy Weronika Dowlasz zmarła w sierpniu 2002 roku, liczna i zżyta rodzina przetrwała jej odejście. Przed Wielkanocą roku 2004 dziennikarka Gazety Wyborczej zastała Grzegorza Dowlasza w domu przy ul. Mącznej. Rolę pani domu pełniła bratanica Weroniki, Teresa Ciechowicz. Stół w jadalni przygotowano na 30 osób, ale nie było dokładnie wiadomo, ilu członków rodziny przyjedzie. Dwanaścioro dzieci jeszcze przygotowywało pisanki. Młody owczarek niemiecki, Brutus, omal nie przewrócił swojego pana, witając się z nim serdecznie.
Zmarł w roku 2012. Oboje są pochowani na cmentarzu Centralnym w Szczecinie (Nr kwatery: 95E Rząd: W1 Nr grobu: 15)
Książki Legenda domu przy ulicy Mącznej Legenda domu przy ulicy Mącznej, wydana przez Iskry w roku 1965, jest rodzajem pamiętnika Grzegorza Dowlasza, rozwinięciem krótkich notatek – kroniki znalezionej w pokoiku na poddaszu, który był na początku walki o Rodzinny Dom Dziecka „biurem kierownika budowy” (pierwszym pomieszczeniem z drzwiami). Notatki uzupełniła pamięć i wyobraźnia.
Oglądając brulion w szarozielonej płóciennej oprawie, Dowlasz zastanawia się: … czasem staranniej, czasem jakby na kolanie, w pośpiechu. Pisane moją ręką. Moją ręką? … Czyżby … W wyobraźni widzi chłopców przy wieczornym ognisku. Z chłopcami siedzi … wysoki, chudy, w okularach – to wychowawca. Opowiada coś chłopcom, gestykuluje. Słuchają zapatrzeni w niego, w ogień, gdzieś w noc … Stwierdza, że te zapiski nie są pisane przez niego, tylko przez tamtego młodego wychowawcę, który podjął się stworzyć tym chłopcom dom, gdy inni wzruszali ramionami.
Na ostatniej stronie brudnopisu z notatkami tamtego młodego wychowawcy dopisał: ... tu już mało miejsca; Więc tylko telegraficznie: Nasz dom ujęto do planu – zacznie się prawdziwy remont – już się robi przetarg – będzie firma budowlana i wszystko się skończy – nareszcie – wyobrażam sobie, jaki tu latem będzie ruch. A nasze stare, dawne czasy z wartami przy ognisku, staraniami o każdą deskę, wojnami o przydział, z kocami na oknach, wodociągami w strumyku?... No cóż, przejdą do legendy … Historia zacznie się dopiero teraz.
W książce zamieszczono recenzję opracowaną przez Mariana Brandysa, kończącą się słowami:
Rudy horyzont