W miarę stygnięcia i kurczenia się spłaszczał się on i wirował coraz szybciej, odrzucając (czy też zrzucając) kolejne gazowe pierścienie materii. Według Laplace’a to właśnie z tej materii skondensowały się planety. Jego model był podobny do modelu Kanta, tyle że bardziej szczegółowy i w mniejszej skali. Choć w XIX wieku mgławicowy model Laplace’a dominował, napotykał on szereg trudności. Główny problem dotyczył rozkładu momentu pędu między Słońce a planety. Planety mają 99% całkowitego momentu pędu Układu Słonecznego, a faktu tego model mgławicowy nie potrafił wyjaśnić. W efekcie na początku XX wieku astronomowie w większości porzucili tę teorię powstawania planet.
Według niektórych poważna krytyka nadeszła w XIX wieku ze strony Jamesa Clerka Maxwella (1831–1879), o którym część źródeł podaje, jakoby utrzymywał, że różnica prędkości obrotu wewnętrznych i zewnętrznych części pierścienia nie pozwalałaby na kondensację materii. Atrybucja ta bywa jednak kwestionowana: analiza pism Maxwella wskazuje, że nie sformułował on takiego argumentu, a jego rozpowszechnienie wiąże się z popularnonaukowymi książkami George’a Gamowa.