Na skutek niemieckiego ostrzału zabudowania Sowiej Woli stanęły w ogniu. Początkowo polscy żołnierze celnym ogniem moździerzy, PIAT-ów i broni maszynowej skutecznie powstrzymywali natarcie wroga. Wkrótce najdalej wysunięty pluton por. „Lawy” znalazł się jednak w bardzo trudnym położeniu, gdyż sąsiedni pluton kawalerii wycofał się bez uprzedzenia, przez co na lewym skrzydle „lawiaków” pojawiły się niemieckie samochody pancerne. Co gorsza, pluton ckm zbyt powoli zmieniał stanowiska, na skutek czego prawe skrzydło plutonu lotniczego zaczęło obchodzić kilkudziesięciu niemieckich piechurów.

Wobec groźby okrążenia „Lawa” dał rozkaz odwrotu. W trakcie odskoku w ręce Niemców wpadł strz. Jerzy Stańczyk ps. „Ryś”, który został niemal natychmiast rozstrzelany. Reszta „lawiaków” wycofała się pod silnym ostrzałem nieprzyjaciela. Na podmokłych łąkach między Sowią Wolą a Brzozówką żołnierze zostali zaatakowani przez niemieckie myśliwce Fw 190. Kilku Polaków zostało wówczas rannych. Ostatecznie żołnierze AK zdołali się wycofać pod osłonę lasu. Niemcy nie zdecydowali się na kontynuowanie pościgu.

Jeszcze tej samej nocy por. „Lawa” udał się wraz z grupką żołnierzy na pole bitwy, aby zabrać ciała zabitych.