Formację pięciu Ju-88 rozpędziły działa przeciwlotnicze zbiornikowca, a bomby wylądowały w morzu, nie czyniąc nikomu krzywdy. Inny samolot, tym razem sztukas, został zestrzelony, ale roztrzaskał się o pokład „Ohio” zasypując statek deszczem odłamków.

Zbiornikowiec wciąż płynął, gdy nagle po obu stronach kadłuba eksplodowała kolejna seria bomb. Zgasło światło w maszynowni, ale szybko naprawili je statkowi elektrycy. To jednak nie było najgroźniejsze: od podmuchu wygasł ogień pod kotłami. Zaczęła się walka z czasem by rozpalić go ponownie nim ciśnienie pary spadnie tak, że przestanie napędzać pompy paliwowe. I tym razem się udało: w ciągu dwudziestu minut „Ohio” znów osiągał 16 węzłów.

Wkrótce kolejna seria bomb wstrząsnęła statkiem, znów zatrzymując pracę maszyn i przerywając kable elektryczne pomp paliwowych. Załoga pracowała nad ich naprawą w kłębach dymu, a statek bez napędu zwalniał, aż wreszcie, o 10.30, zatrzymał się na dobre. Załoga opuściła pokład przenosząc się na niszczyciel HMS „Penn”, który podszedł do burty „Ohio” wraz z HMS „Ledbury”. Drugi z niszczycieli musiał zaraz odpłynąć na poszukiwanie krążownika HMS „Manchester”, który tonął zaatakowany przez włoskie kutry torpedowe.

Trudne holowanie left|thumb|Holowanie tankowca przez niszczyciele HMS Penn i Ledbury; z tyłu HMS Rye