Ciągle pod ostrzałem rajdera załoga odpłynęła w dwóch łodziach ratunkowych, gdy tymczasem niemiecki pancernik porzucił płonący cel i zaczął szukać innych ofiar pośród statków błyskawicznie rozpraszającego się konwoju.
Ratunek W nocy obie łodzie rozdzieliły się; ta z nich, w której znajdował się kapitan i 25 ludzi, została podjęta przez inny statek płynący do Nowej Fundlandii. 16 ludzi, wśród których znajdowali się II oficer Arthur G. Hawkins i I mechanik Charles Pollard, dryfowało w drugiej łodzi całą dobę, kiedy niespodziewanie dostrzegli w dali płonący statek. Ku ich zdziwieniu okazało się, że to „San Demetrio”, który nie eksplodował, nie zatonął i nadal utrzymywał się na wodzie. Marynarze mieli teraz do wyboru: ryzykować śmierć z zimna na łodzi, czy wrócić na pokład i walczyć z ogniem. Wybrali to drugie, musieli jednak pozostać w łodzi, bo płomienie i stan morza nie pozwalały na podjęcie takiego ryzyka. Dopiero po kolejnej nocy w porywach lodowatego wiatru uznali, że muszą za wszelką cenę dostać się na pokład.