Po kilku tygodniach serwomechanizm odesłano z adnotacją, że przeszedł wszystkie testy (włącznie z dodatkowymi, temperaturowymi, narzuconymi po cytowanym incydencie) i nie znaleziono żadnych wad w jego konstrukcji ani w sposobie działania.

Oficjalny raport lokalnego biura badania katastrof lotniczych stwierdzał, iż przyczyny katastrofy nie są znane, szybko rozeszła się plotka (podchwycona i rozpropagowana szeroko przez media), że samolot rozbił się, bo kapitan popełnił samobójstwo.

Wątpliwości odnośnie do takich domniemań podniosły rodziny ofiar katastrofy. Kapitan miał żonę i dzieci, a z rejestratora rozmów z okresu przed startem jawi się obraz człowieka pogodnego, uśmiechniętego, żartującego z innymi członkami załogi. Obroną nieżyjącego kapitana zajęła się amerykańska grupa prawników, śledczych i specjalistów z zakresu lotnictwa, niezależna od NTSB.

W pierwszej kolejności wytknięto, że nie ma żadnych dowodów na obezwładnienie przez kapitana drugiego pilota, ani na jego współudział w rozbiciu samolotu. Podważono również wątki prywatne z życia kapitana. Dług maklerski został faktycznie spłacony przez dochody ze sprzedaży dwóch nieruchomości, które rodzina posiadała.