W 1845 ostatecznie opuścił Réunion, by osiedlić się w Paryżu. Tutaj na poważnie poświęcił się realizowaniu swojego marzenia – bycia wielkim poetą. Zbiegło się to z prywatną znajomością z socjalistycznym filozofem „szkoły pogańskiej”, Louisem-Nicolasem Ménardem. Leconte de Lisle szybko stał się jednym ze stałych bywalców „Strychu” Ménarda na placu de la Sorbonne, gdzie uczęszczali również: Théodore de Banville, Gérard de Nerval oraz Charles Baudelaire. Ménard z kolei do końca stał się najważniejszym mentorem i światopoglądowym nauczycielem młodego poety.

W Paryżu na nowo odżyło młodzieńcze przerażenie okrucieństwem człowieka, tym razem jednak związane z pewną nadzieją na reformę świata. „Marzył o rewolucji społecznej i kiedy w lutym 1848 rewolucja wygnała Ludwika Filipa uwierzył, że ludzkość nareszcie rzuciła okowy”. Rzucił się w wir walki. Służył wówczas jako agitator na prowincji. Zaczął głosić republikańską ewangelię, proklamacje w sprawie zniesienia niewolnictwa, wrażliwości oraz równości. Wkrótce (1851) doszło jednak do zamachu stanu. Nadzieje poety były wielkie, klęska – ogromna. Po raz kolejny wiara w człowieka uległa ruinie, a de Lisle popadł w rozpacz, z której nie zdołał się uwolnić już do ostatnich chwil życia.