Początkowo myślano, że w obozie przetrzymywani są Niemcy. Grypsy wyrzucane przez więźniów pokazały okolicznym mieszkańcom, że jest inaczej. Zaczęły wtedy również dochodzić paczki z żywnością, którą internowani dzielili się z innymi. W paczkach przemycano wiadomości do żołnierzy.
Również szeregowi strażnicy byli przekonani, że w Skrobowie są więzieni volksdeutsche i kolaboranci. Z tego powodu ich stosunek do internowanych był początkowo jednoznacznie wrogi. Gdy okazało się, że więźniami są żołnierze AK, stosunek strażników do internowanych nieco się poprawił, ze strony niektórych strażników – zwłaszcza Polaków, odnotowywano nawet sporadycznie drobne gesty sympatii.
Więźniowie byli całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego – nie mieli dostępu do książek ani jakichkolwiek gier towarzyskich. Grali w samodzielnie wykonane karty i szachy zrobione z chleba. Układano wierszyki i piosenki, wykonywano portrety żołnierzy i obrazki religijne. W niedziele przyjeżdżał ksiądz z Lubartowa, choć zabronione było kontaktowanie się z nim, w tym spowiedzi. Zespół młodszych oficerów wystawiał spektakle teatralne, skecze i występy śpiewacze. Niektórzy uprawiali gimnastykę na świeżym powietrzu, spodziewając się że dobra kondycja przyda im się w najbliższej przyszłości.