Jadące na czele kolumny samochody pancerne, odporne na ogień karabinów, wdzierały się w szyki piechoty, zadawały jej straty i mieszały szyk, uniemożliwiały zajęcie pozycji przez artylerię i paraliżowały dowodzenie, wywołując panikę na tyłach wroga. Polskie oddziały osiągały w ten sposób sukcesy nieproporcjonalnie duże w porównaniu ze swą liczebnością. Wszelkie próby stawiania oporu przez wroga na drodze do Kowla były szybko łamane, a kilka dużych oddziałów piechoty bolszewickiej widząc na swych tyłach Polaków, skapitulowało. Próby niszczenia mostów na drodze marszu kolumny (teren przecięty licznymi rzekami, bagnami i jeziorami) nie zatrzymały żołnierzy majora Bochenka. W okolice Kowla Grupa dotarła 12 września ok. godz. 14:00, do samego miasta wjechała dwie godziny później. Dzięki osiągniętemu efektowi zaskoczenia w szeregach bolszewików wybuchł chaos. W mieście stanowiącym bazę zaopatrzeniową frontu, na dalekich tyłach nikt nie spodziewał się Polaków i to wyposażonych w samochody pancerne. Rosjanie prowadzili już tylko ogień artyleryjski ze stanowisk ziemnych poza miastem i z kilku pociągów pancernych, wycofujących się na wschód. Próby obrony nie dały rezultatu i ostatecznie Kowel został opanowany późnym popołudniem. Spieszona załoga Grupy obsadziła kluczowe obiekty, w tym kowelski dworzec kolejowy.