Szli – jak przekazał Plutarch – nie jakby uciekali, ale jakby się cieszyli ze swego czynu, i pełni dumy wzywali lud do wolności, wciągając do swych szeregów najznakomitszych obywateli napotkanych po drodze.

Z Kapitolu Brutus wysłał gońców do wybitnych przedstawicieli stronnictwa republikańskiego z wezwaniem na naradę, która miała przebieg dramatyczny. Brutus, wbrew radzie większości, postanowił pozostawić przy życiu Marka Antoniusza. Uznał go za legalnego konsula i postanowił z nim paktować. Na Forum Romanum zwołano zgromadzenie ludowe, na którym przemówił Brutus. Mowa, której treść jest znana z przekazu Appiana, przyjęta została chłodno, ale do demonstracji przeciw Brutusowi nie doszło. Słowa o zabójstwie tyrana i przywróceniu swobód republikańskich nie porwały tłumów. Atak na parcelację gruntów przeprowadzoną przez Cezara, jako niesprawiedliwą i połączoną z krzywdą i lamentami innych obywateli, był niezręczny wobec obecnych w Rzymie kolonistów, którzy otrzymane działki zawdzięczali Cezarowi. Twierdzenie Brutusa, że koloniści nie mogą się czuć bezpiecznie doszedłszy „niesprawiedliwą” drogą do majątków, było niemal prowokujące.