Ci, którzy zdołali się przeprawić, znaleźli się pod zmasowanym ostrzałem ze wszystkich rodzajów broni. Próbowano ich osłaniać pociskami dymnymi, ale to przynosiło efekty przeciwne od zamierzonych: zasłona dymna uniemożliwiała wskazywanie celów własnym obserwatorom artyleryjskim, zaś niemieccy strzelcy wyborowi podpełzali pod jej osłoną do stanowisk Amerykanów, wybijając żołnierza po żołnierzu. Pod wieczór straty 36 DP wyniosły 1681 ludzi i szturm trzeba było przerwać. Dowódca dywizji, gen. Fred L. Walker, napisał po wojnie:
Jeszcze większe straty ponieśli szturmujący na prawym skrzydle „Goumiers” (tak nazywano Marokańczyków z Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego gen. Alphonse’a Juin), którzy zdołali jednak wedrzeć się dość głęboko w pas pozycji niemieckich. 9. kompania 4 Pułku Tunezyjskiego poszła do ataku na bagnety, otworzyła drogę dla dwóch batalionów, ale z kompanii wróciło tylko trzech podoficerów i piętnastu żołnierzy. 27 stycznia pułk stracił 1,5 tys. żołnierzy (w tym 150 Francuzów – oficerów i podoficerów), a w konsekwencji praktycznie przestał istnieć. Nieznaczne postępy odnotowały trzy dywizje X Korpusu 8 Armii Brytyjskiej próbujące forsować rzekę Garigliano w dniach 18–23 stycznia.