W 1960, w wieku osiemnastu lat, zaangażował się w politykę, pracując jako asystent lidera okręgu kampanii miejscowego kandydata demokratów. Decyzja ta spotkała się z krytyką ze strony ojca, który nazwał go „frajerem”. W tym samym roku Stanley kupił mu samochód, pozostał jednak jego właścicielem przez kilka lat, dopóki Gacy go nie spłacił. Do tego momentu jeśli Gacy zrobił coś, co nie podobało się ojcu, ten zabierał mu kluczyki. Kiedy w kwietniu 1962 dorobił dodatkową parę, ojciec wyciągnął z samochodu aparat zapłonowy. Kiedy oddał go po trzech dniach, Gacy z 136 dolarami w kieszeni wyjechał do Las Vegas, mając nadzieję zamieszkać u kuzyna.

W Nevadzie pracował w pogotowiu ratunkowym, a następnie przeniesiono go do kostnicy. Przez trzy miesiące obserwował pracowników zakładu pogrzebowego przygotowujących ciała, sporadycznie niosąc trumnę. Spał wtedy w pokoju na zapleczu pomieszczenia, w którym przygotowywano zwłoki. W późniejszym czasie zeznał, że któregoś wieczoru wszedł do trumny nastoletniego chłopaka i zaczął obejmować oraz pieścić jego ciało, co wywołało u niego szok.