Operacje za liniami wroga bez wsparcia miejscowej ludności były niemożliwe. Jednak początkowo Dawydow miał trudności ze znalezieniem wspólnego języka z chłopami. Do każdej wsi podchodził ostrożnie, gdyż uzbrojeni chłopi strzegący swoich wiosek, widząc mundury wojskowe, napadali na partyzantów, którzy musieli najpierw udowodnić, że są żołnierzami rosyjskimi. Stopniowo poprawiały się stosunki z ludnością, a Dawydow zaczął przeprowadzać skuteczne operacje wojskowe. Pod koniec września jego oddział został wzmocniony przez przybyły znad Donu pułk starszyny Popowa. Dzięki grupie liczącej 200–300 osób Dawydow wywoływał panikę i rozbijał większe oddziały wroga, zdobywał konwoje, odbijał rosyjskich jeńców i czasami zdobywał również broń.
Po odwrocie z Moskwy generał Kutuzow wysłał partyzantów na wszystkie kierunki frontu z rozkazem, przemieszczania się z miejsca na miejsce, aby atakować nagle i działając grupowo lub osobno, wyrządzać wrogowi wszelkiego rodzaju szkody. Oddziały te rzadko przekraczały 500 osób i składały się głównie z oddziałów kozackich, z niewielką liczbą regularnej jazdy. W poszczególnych epizodach wojny kilka oddziałów partyzanckich, po połączeniu swoich sił, było w stanie poradzić sobie z dużymi formacjami wojskowymi wroga. Główną siłą lotnych oddziałów partyzanckich były pułki kozackie i sotnie.