W większości nie postulowano wprowadzania tych rozwiązań, a "jedynie" dalsze badania.

Bińczyk mówi tu o dyskursie podwójnego lęku - argumentując geoinżynierię jako mniejsze zło. Dyskurs ten jednak celowo pomija fakt, że ludzkość posiada już technologię pozyskiwania energii niskoemisyjnej, praktycznie możliwą do wdrożenia.

Innym występującym dyskursem jest ekologiczny fatalizm, brak wiary w możliwość ustanowienia dobrej i funkcjonującej polityki klimatycznej na czas.

Dominującym jest jednak dyskurs imperatywu technicznego. Inżynieria klimatu staje się wówczas czysto technicznym "wyjściem awaryjnym", a nawet "pomostem" do uwolnienia ludzkości od paliw kopalnych.

Cechy dyskusji technooptymistycznej Technooptymizm wiąże się ze znaczącymi uproszczeniami. Kwestia zmian klimatycznych przedstawiana jest jako deregulacja termostatu Ziemi. Inżynieria klimatu przedstawiana jest wówczas jako narzędzie regulacji. W opinii Mike'a Humle'a takie przedstawienie problemu pełni szkodliwe funkcje retoryczne. Destabilizacja klimatu nie dotyczy jedynie zmiany temperatury, ale także poziomu wilgotności, ciśnienia, składu chemicznego atmosfery i oceanów, skomplikowanych relacji i procesów atmosferycznych, ekosystemów, prądów morskich itd.