Obrona Hanaczowa – walki obronne polskiej samoobrony opartej na strukturze Armii Krajowej w Hanaczowie, w 1944, z oddziałami UPA, wspartymi dezerterami z 14. Dywizji Grenadierów SS i Ukraińskiej Policji Pomocniczej, zakończone odparciem ataków. Dzięki działaniom samoobrony zdołano ewakuować większość mieszkańców wsi, lecz zabudowa Hanaczowa została doszczętnie zniszczona podczas pacyfikacji przeprowadzonej 2 maja 1944 r. przez oddziały niemieckie. Wskutek ataków ukraińskich oraz niemieckiej pacyfikacji zostało zamordowanych bądź poległo ponad 200 mieszkańców Hanaczowa i jego obrońców.

Przygotowania do obrony Leżący w powiecie przemyślańskim Hanaczów liczył na początku 1944 r. około 3 tys. mieszkańców, w tym sporą liczbę uchodźców z sąsiednich wsi i z Wołynia oraz kilkudziesięciu Żydów ukrywanych przez hanaczowian. Pierwsze przygotowania do odparcia napadu UPA nastąpiły w końcu 1943 r. w związku z wieściami o mordach na Polakach na Wołyniu. Sytuację w rejonie Hanaczowa zaogniły wydarzenia z października 1943 r.

UPA w ramach akcji likwidowania liderów lokalnych społeczności, poprzedzającej czystkę etniczną w Małopolsce Wschodniej, dokonała egzekucji przedwojennego nauczyciela i oficera AK Stanisława Weissa, żonatego z Ukrainką. Podczas pracy w lesie podeszło do niego trzech Ukraińców, odczytało mu wyrok „w imieniu samostijnej Ukrainy” i zabiło strzałem w tył głowy. Zabity został okradziony z dokumentów, pieniędzy i zegarka. Ten mord wzburzył okoliczną ludność i spowodował, że hanaczowska samoobrona wydała Kripo trzech uzbrojonych Ukraińców, przechodzących przez wieś niedługo po tym wydarzeniu. Te wydarzenia, mimo prób łagodzenia napiętych stosunków obu społeczności, na trwale zantagonizowały Polaków i Ukraińców w okolicy HanaczowaJerzy Węgierski, W lwowskiej Armii Krajowej..

Przyczyny i sekwencja zdarzeń związanych z zabójstwem Stanisława Weissa zostały w dokumentach OUN przedstawione odmienne. Rzekomo miał on być agentem Kripo a wyrok na niego miał być zemstą za wydanie Niemcom trzech Ukraińców, którym broń miała być podrzucona przez hanaczowian.

Pod koniec 1943 r. do wsi przybył oficer operacyjny Okręgu Lwów AK ps. Andrzej i wraz z komendantem rejonu AK Hanaczów wachm. Kazimierzem Wojtowiczem „Głogiem” opracował plan obrony. Zakładał on utworzenie w centrum wsi tzw. trójkąta obronnego, do którego w razie napadu miała się schronić ludność cywilna i który miał być broniony na linii okopów i schronów. Mieszkańcy wsi nie zgodzili się na to, nie chcąc pozostawiać swoich domów na pastwę losu.

Drugą sprawą, która zaważyła o podjęciu przez UPA decyzji o ataku, była pomoc, jakiej AK z Hanaczowa udzieliła sowieckim partyzantom z rozbitego oddziału płk. Dmitrija Miedwediewa. Grupa Rosjan i Żydów (uciekinierów z getta) schroniła się w kryjówce AK w pobliżu Hanaczowa i tam stoczyła potyczkę ze ścigającymi ich policjantami ukraińskimi i niemieckimi. Udało im się uciec i dołączyli do oddziału AK w Hanaczowie.

Pierwsza obrona 2 lutego 1944 r. około godz. 21 wieś została zaatakowana z kilku stron przez duże siły ukraińskie (według różnych meldunków od 300 do 1000 osób), w tym około 20 policjantów ukraińskich. Część napastników była w mundurach niemieckich. Wśród napastników była doborowa sotnia UPA „Siromanci” ps. „Jastrub”, sotnia „Orły” oraz zmobilizowani chłopi ukraińscy („siekiernicy”). Atakujący ominęli znajdujące się na skraju wsi przysiółki i uderzyli na centrum wsi. Udało im się jednak opanować tylko pierwsze domy. Mieszkańcy wraz z samoobroną stawili rozpaczliwy opór. Walczyły nawet kobiety – jedna z nich, Magdalena Nieckarzowa, w obronie własnej zabiła siekierą jednego z Ukraińców, by po chwili zginąć od kul. Schwytani Polacy byli mordowani bez względu na wiek i płeć, a domy palone. Kluczowym miejscem obrony była plebania, naprędce przekształcona w bastion. Tu obroną dowodził brat zakonny Damian (Franciszek Bratkowski). Na odsiecz wsi pospieszył żydowski oddział partyzancki Abrama Bauma oraz akowcy z Przemyślan pod dowództwem Tadeusza Nowego „Granata”. Około północy upowcy wycofali się, ale ostrzał wsi ustał dopiero nad ranem.

Oddział „Siromanci” zameldował brak strat własnych w ataku na Hanaczów. W raporcie podano też liczby 180 zabitych i około 200 rannych Polaków. Zdaniem Damiana Markowskiego dowódca ukraiński przeszacował wysokość strat polskich.

Zdaniem Jerzego Węgierskiego w wyniku tego napadu zginęło od 58 do 85 Polaków, w tym 20 kobiet i 13 dzieci. Spalonych było 70 gospodarstw. Węgierski ocenił straty przeciwnika na około 30 zabitych i rannych. Grzegorz Motyka pisał o 63 zabitych Polakach, z tego nie mniej niż 33 stanowiły kobiety i dzieci. Około 100 osób było rannych. Ustalenia Damiana Markowskiego mówią o około 90 zamordowanych Polakach, w tym 62 kobietach i dzieciach. Zginęło też 15 Żydów i kilkunastu żołnierzy AK. Zaledwie kilkanaście ofiar zginęło od broni palnej. Ciała wielu zamordowanych były okaleczone (obcięte dłonie, piersi u kobiet, kilku mężczyznom odcięto głowę). Na polu walki obrońcy znaleźli ciała co najmniej czterech napastników; byli to najpewniej zabici "siekiernicy".

Ofiary tego mordu pochowano dopiero 6 lutego w zbiorowej mogile na obrzeżach cmentarza z udziałem trzech księży rzymskokatolickich. Na pogrzeb nie przybył żaden ksiądz greckokatolicki. Wykopany dół na zwłoki okazał się za mały i za płytki i konieczne było usypanie kurhanu. thumb|Kurhan na cmentarzu w obecnej Hanaczówce, w którym pochowano zabitych i zamordowanych w ataku UPA z 2 lutego 1944

Atak ten wykazał, że wieś nie była należycie przygotowana do obrony.

Po napadzie okoliczna ludność polska udzieliła hanaczowianom wydatnej pomocy materialnej i moralnej. Do wsi przybyły również dostawy broni, a ponadto ze Lwowa przybyli ochotnicy do obrony. Przybył także komendant Inspektoratu Lwów mjr Sawicki i na spotkaniu z samoobroną opracowano nowy plan obrony. Przystąpiono do budowy zamaskowanych bunkrów ze schronami dla ludności, wzmocniono drzwi do kościoła, wyznaczono placówki obsadzane przez plutony, zorganizowano sieć patroli. 10 lutego dowództwo oddziału dyspozycyjnego AK w Hanaczowie objął por. Jastrzębski ps. „Strzała”. Wiosną 1944 roku Hanaczów dysponował około 150 ludźmi uzbrojonymi w broń palną, wliczając w to pluton żydowski i kilkunastu sowieckich partyzantów. Do obrony byli przygotowani także mężczyźni z bronią białą.

Druga obrona Od początku kwietnia 1944 r. do samoobrony hanaczowskiej dochodziły informacje o zbierających się w sąsiednich wsiach Ukraińcach. 8 kwietnia w Wielką Sobotę wywiadowcy donieśli o kilkusetosobowym zgrupowaniu UPA, które szykowało się do ataku na wieś. Zwołano naradę Sztabu Obrony, w skład której weszli: kpt. Józef Bosek „Julian”, wachm. Kazimierz Wojtowicz „Głóg”, por. Paweł Jastrzębski „Strzała”, Antoni Wojtowicz „Darling”, por. Jan Dyl „Marian”, plut. Józef Chruściel „Ryś”, Alojzy Wojtowicz „Jurand”, major Pristupa „Fiodor” – dowódca grupy partyzantów radzieckich. Po omówieniu szczegółów obrony wszyscy rozeszli się na stanowiska. Czuwano do rana aż do rezurekcji, atak jednak nie nastąpił.

Następnego dnia – 9 kwietnia – otrzymano wiadomość o planowanym zrzucie broni pod Świrzem przez alianckie samoloty. Po burzliwej dyskusji zadecydowano o wyjściu ze wsi na zrzut 22-osobowego oddziału pod dowództwem por. „Strzały”, który w razie ataku miał powrócić i zaatakować banderowców od tyłu. Dowodzenie oddziałami przejął Kazimierz Wojtowicz, gdyż kpt. Józef Bosek był chory. Wywiad AK donosił, że przed południem w okolicznych wsiach: w Stanimirzu, Siedliskach i w Podjarkowie odbyły się odprawy UPA, a dowódca ukraińskiego zgrupowania zapowiedział, że z Hanaczowa pozostaną zgliszcza i ani jednej żywej duszy. Mimo to atak nadal nie następował.

Według Jerzego Węgierskiego a także m.in. Antoniego Wojtowicza, UPA zaatakowała Hanaczów dopiero około północy, zaś walki zakończyły się nad ranem 10 kwietnia. Późną nocą zwiad zauważył zbliżające się oddziały UPA (wśród których byli dezerterzy z Ukraińskiej Policji Pomocniczej i 14 Dywizji Grenadierów SS), liczące według późniejszych szacunków od 800 do 1500 osób. Inaczej chronologię ataku na wieś opisuje Damian Markowski, według którego szturm upowców rozpoczął się wczesnym popołudniem 9 kwietnia a zakończył około godziny 21.

UPA zaangażowała do ataku sotnie „Siromanci” i „Rubaczi” oraz czotę z sotni „Bujni”. Zdaniem Damiana Markowskiego siły banderowskie rzucone na Hanaczów przekraczały 350 ludzi uzbrojonych m.in. w kilkanaście karabinów maszynowych. Całością ataku dowodził osobiście Dmytro Karpenko.

Po ostrzale wsi z ckm-ów i pocisków zapalających, od których zapłonęła wieś, banderowcy ruszyli do ataku z kilku stron. Główny atak prowadzony był od strony wschodniej. Polacy pozwolili na bliskie podejście przeciwnika, po czym otworzyli zmasowany ogień z rkm-ów. Jak pisał Węgierski, ta taktyka spowodowała duże straty w szeregach UPA (według ocen AK zginął upowski dowódca) i załamanie się pierwszego ataku. Upowcy ponowili atak, tym razem doprowadzając do oblężenia kościoła i plebanii, gdzie schroniła się ludność cywilna. Kontratakując, grupa akowców z „Głogiem” na czele, przedarła się przez płonące domy i ostrzałem z boku zaskoczyła atakujących i zmusiła ich do wycofania się. „Głóg” został ranny w rękę.

Według Węgierskiego 10 kwietnia nad ranem do akcji wszedł powracający z niedoszłego zrzutu oddział „Strzały”, oskrzydlając przeciwnika. Około 5 rano banderowcy, wykorzystując słabą widoczność (całe pole walki było zasnute dymem z dopalających się zagród), próbowali wedrzeć się do wsi tym razem od zachodu, ale obrońcy udaremnili również i ten atak. Część oddziałów ukraińskich rozpoczęła wycofywanie się zabierając rannych i zabitych. Niespodziewanie o 7.30 oddziały UPA po raz kolejny zaatakowały od południowego zachodu, ale kontratak polskiej samoobrony i plutonu żydowskiego zaskoczył upowców i spowodował zamieszanie, a potem ucieczkę. O godzinie 9 walka wygasała, oddziały UPA pospiesznie zabierały rannych i zabitych, a tym, których nie udało się zabrać, odcinano głowy, aby uniemożliwić identyfikację. Pod koniec dnia upowcy próbowali jeszcze raz zaskoczyć obronę, jednak nadal czuwający obrońcy powstrzymali Ukraińców.

Straty Polaków w wyniku tego napadu wyniosły według Jerzego Węgierskiego i Grzegorza Motyki 66 poległych i zamordowanych. W samym Hanaczowie doliczono się 26 zabitych i zamordowanych Polaków, w tym 5 obrońców. Spośród cywilów zginęli głównie ci, którzy nie zdążyli uciec do trójkąta obronnego. Tragiczny los spotkał rodzinę Michała Nieckarza, który ciężko ranny udał zabitego i dzięki temu ocalał, ale stracił żonę i pięcioro dzieci w wieku od 1 do 7 lat, zamordowanych bagnetami. Pozostałe ofiary padły w pobliskich przysiółkach Zagóra i Podkamienna, które nie spodziewały się ataku, przypuszczając, że i tym razem napastnicy zostawią je w spokoju. Damian Markowski ustalił, że UPA podczas drugiego ataku na Hanaczów zabiła 42 osoby, w tym 8 członków samoobrony (Polaków i Żydów). Ponadto 12 obrońców zostało ciężko rannych. Liczbę zabitych po stronie UPA strona akowska szacowała na od 30 do 70 osób, a wraz z ciężko rannymi około 120. Markowski ocenia, że AK wyraźnie przeszacowała wysokość strat zadanych przeciwnikowi, bowiem UPA raportowała stratę zaledwie jednego zabitego w walce i jednego rannego. Według niego Ukraińcy stracili co najmniej 16 zabitych i kilkudziesięciu rannych. thumb|Pomnik na zbiorowej mogile zabitych i zamordowanych w drugim ataku UPA na Hanaczów

Po napadzie pomordowanych pochowano 12 kwietnia w kolejnej zbiorowej mogile na cmentarzu. Tym razem chowano same zwłoki bez trumien i bez ceremonii pogrzebowej.