Obóz zagłady w Bełżcu (oficjalnie SS-Sonderkommando Belzec lub Dienststelle Belzec der Waffen SS) – niemiecki nazistowski obóz zagłady funkcjonujący w czasie II wojny światowej, od marca 1942 roku do czerwca 1943 roku, w pobliżu wsi i stacji kolejowej Bełżec.
Obóz został utworzony w ramach akcji „Reinhardt”; prowadzono w nim eksterminację ludności żydowskiej. Niemcy kierowali do niego transporty z gett i obozów w Generalnym Gubernatorstwie, przede wszystkim z dystryktów Galicja, krakowskiego i lubelskiego. Obok Żydów polskich w Bełżcu mordowano Żydów austriackich, czeskich, niemieckich, słowackich i węgierskich. Ofiary zabijano w stacjonarnych komorach gazowych przy użyciu gazów spalinowych. Liczba zamordowanych wyniosła prawdopodobnie około 450 tys. osób.
Z transportów wyłączano niewielką liczbę Żydów, przede wszystkim fachowców oraz młodych mężczyzn, których następnie zatrudniano w komandach pracujących na terenie obozu lub w jego sąsiedztwie. Więźniowie – docelowo również skazani na śmierć – byli narażeni na głód, choroby oraz bestialstwo strażników. Po likwidacji obozu ostatnich więźniów wywieziono do ośrodka zagłady w Sobiborze, gdzie zostali zgładzeni. Liczba Żydów, którym udało się zbiec z Bełżca i przeżyć wojnę, jest szacowana na 2–4 osoby.
Obóz w Bełżcu był pierwszym ośrodkiem zagłady uruchomionym w Generalnym Gubernatorstwie. Dla niemieckich nazistów był swoistym poligonem doświadczalnym ludobójstwa, a wypracowane w nim techniki eksterminacji zostały zastosowane w innych obozach akcji „Reinhardt”.
Geneza thumb|Obozy zagłady zlokalizowane w okupowanej Polsce thumb|SS-Brigadeführer Odilo Globocnik, dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim i szef akcji „Reinhardt” Wiosną 1940 roku we wsi Bełżec w ówczesnym powiecie zamojskim (niem. Landkreis Zamosc) okupacyjne władze niemieckie zorganizowały obóz pracy przymusowej. Byli tam zsyłani przede wszystkim Żydzi, a obok nich także Romowie i Sinti oraz Polacy. Więźniowie pracowali przy budowie rowu przeciwczołgowego na ówczesnej granicy niemiecko-sowieckiej. Obóz funkcjonował do listopada 1940 roku; ogółem przeszło przezeń kilkanaście tysięcy osób. Znaczna liczba więźniów zmarła z powodu głodu, chorób, wyczerpania i brutalności strażników.
22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy dokonały inwazji na Związek Radziecki. Na zdobytych terenach niemieckie Einsatzgruppen przystąpiły do masowych egzekucji Żydów. W ten sposób antysemicka polityka III Rzeszy weszła w nową fazę, przekraczając granicę dzielącą dyskryminację i prześladowania od systematycznego mordu. Niedługo później, prawdopodobnie jesienią 1941 roku, na najwyższych szczeblach hitlerowskiego reżimu zaczęła krystalizować się koncepcja „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” poprzez fizyczną eksterminację.
Doświadczenia wyniesione z działań Einsatzgruppen wskazywały, że egzekucje przez rozstrzelanie są trudne do utrzymania w tajemnicy, nastręczają problemów logistycznych oraz oddziaływają negatywnie na psychikę sprawców. Z tego powodu kierownictwo SS zaczęło poszukiwać bardziej efektywnej metody masowego mordu. Po kilku nieudanych eksperymentach uznano, że najbardziej skuteczną techniką uśmiercania jest gazowanie. Późną jesienią 1941 roku mobilne jednostki egzekucyjne zostały wyposażone w specjalne samochody, które pełniły funkcję ruchomych komór gazowych. Metodę tę zastosowano również w ośrodku zagłady w Chełmnie nad Nerem, który rozpoczął działalność na początku grudnia 1941 roku. Jednakże nawet przy użyciu tego typu samochodów Niemcy nie byliby w stanie w krótkim czasie wymordować milionów ludzi. Swoistym technologicznym przełomem, który zdaniem Bogdana Musiała umożliwił rozpoczęcie „ostatecznego rozwiązania”, stało się dopiero uruchomienie obozów zagłady ze stacjonarnymi komorami gazowymi. Niewykluczone, że decyzja o budowie pierwszego obozu zapadła podczas narad w kwaterze głównej Adolfa Hitlera, które były prowadzone na przełomie września i października 1941 roku.
Pilnego „rozwiązania kwestii żydowskiej” oczekiwały w szczególności władze Generalnego Gubernatorstwa, które liczyły, że w ten sposób znikną liczne problemy natury ekonomicznej i sanitarnej, z którymi musiały się mierzyć. Zdaniem Musiała kluczową rolę w procesie decyzyjnym prowadzącym do Zagłady odgrywał dowódca SS i policji na dystrykt lubelski, SS-Brigadeführer Odilo Globocnik. Ten fanatyczny nazista, zajmujący w hitlerowskiej hierarchii wyższą pozycję, niż wskazywałby na to jego stopień, liczył, że „usunięcie” Żydów umożliwi realizację jego planów całkowitego zniemczenia dystryktu lubelskiego. We wrześniu 1941 roku porozumiał się z szefami Kancelarii Führera, Philippem Bouhlerem i Viktorem Brackiem, w sprawie oddelegowania na Lubelszczyznę grupy pracowników tej instytucji, którzy uprzednio uczestniczyli w akcji T4, czyli tajnym programie eksterminacji osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych umysłowo. 13 października spotkał się natomiast w Kętrzynie z Reichsführerem-SS Heinrichem Himmlerem i SS-Obergruppenführerem Friedrichem Wilhelmem Krügerem – prawdopodobnie, aby omówić planowane operacje wysiedleńcze i osiedleńcze w dystrykcie lubelskim oraz kwestie związane z eksterminacją Żydów. Kilkanaście dni później w Bełżcu rozpoczęto budowę obozu zagłady, stąd możliwe, że 13 października zapadły w tej sprawie ostateczne rozstrzygnięcia. Ponadto niewykluczone, że podczas tego samego spotkania podjęto decyzję o zorganizowaniu w dystrykcie lubelskim jeszcze jednego ośrodka zagłady, tj. obozu w Sobiborze.
Przedmiotem sporu historyków pozostaje, czy przeznaczeniem obozów w Bełżcu i Sobiborze od samego początku była eksterminacja wszystkich Żydów z Generalnego Gubernatorstwa, czy też pierwotnie planowano je wykorzystać wyłącznie do wymordowania Żydów z dystryktu lubelskiego.
Budowa obozu i pierwsze „eksperymenty” thumb|SS-Obersturmführer Richard Thomalla, który sporządził plany obozu w Bełżcu i kierował pierwszym etapem prac budowlanych thumb|Fragment zeznania Stanisława Kozaka, robotnika zatrudnionego przy budowie obozu Prawdopodobnie Bełżec jako miejsce lokalizacji obozu wskazał Odilo Globocnik. Wybór ten był podyktowany kilkoma przesłankami. Wieś leżała na styku dystryktów krakowskiego, lubelskiego i Galicja, w których istniały duże skupiska ludności żydowskiej. Ponadto była położona bezpośrednio przy linii kolejowej Lwów – Lublin – Warszawa, a węzeł kolejowy w pobliskiej Rawie Ruskiej zapewniał dogodne połączenia z miastami dystryktu krakowskiego. Bliskość byłej granicy niemiecko-sowieckiej miała natomiast uśpić czujność ofiar, uwiarygodniając niemieckie zapewnienia, że Bełżec jest jedynie obozem przejściowym, z którego Żydzi będą wywożeni dalej na wschód. Wreszcie wpływ na wybór Bełżca mogło mieć także wcześniejsze funkcjonowanie tam obozu pracy.
Pierwsza grupa esesmanów, w skład której wchodzili SS-Hauptsturmführer Gottfried Schwarz, SS-Untersturmführer Josef Oberhauser i SS-Untersturmführer Johann Niemann, przybyła do Bełżca pod koniec października 1941 roku. Prawdopodobnie dołączył do nich SS-Obersturmführer Richard Thomalla z Centralnego Zarządu Budowlanego SS i Policji w Lublinie, który – jak się przypuszcza – opracował plan architektoniczny obozu. Oficerowie zajęli kwatery w gospodarstwie należącym do rodziny Gochów.
Prace budowlane rozpoczęto 1 listopada. Przez pierwszy miesiąc kierował nimi Thomalla. Później zastąpił go nieznany z nazwiska Niemiec – prawdopodobnie Helmut Kallmeyer, chemik z Kancelarii Führera. Nie później niż 18 listopada do Bełżca przyjechali pierwsi strażnicy (wachmani) z obozu szkoleniowego SS w Trawnikach. W międzyczasie Oberhauser zgłosił władzom okupacyjnym w Tomaszowie Lubelskim obecność jednostki „Sonderkommando Bełżec”. 22 grudnia do powstającego obozu przybył jego pierwszy komendant, Christian Wirth. Na początku stycznia 1942 roku powrócił on na krótko do Niemiec, aby zrekrutować członków personelu obozowego. Pierwszych dziesięciu, swoich byłych podwładnych z akcji T4, sprowadził z „ośrodka eutanazji” w Bernburgu. W tym samym miesiącu obóz wizytował Adolf Eichmann.
Budowę ośrodka zagłady spowolniły trudne warunki atmosferyczne, które panowały zimą na przełomie 1941 i 1942 roku. W związku z niedoborem materiałów budowlanych Niemcy musieli przeprowadzać konfiskaty w Bełżcu i okolicznych miejscowościach. Pierwsze prace zostały wykonane przez około 20–30 polskich robotników (prawdopodobnie stolarzy, murarzy, mechaników): mieszkańców Bełżca i innych miejscowości, a także wachmanów z Trawnik. Polscy robotnicy zostali wyznaczeni na rozkaz Niemców przez urząd w Bełżcu (nie wiedzieli, jaki obiekt budują). Ich pierwszym zadaniem było wykarczowanie drzew oraz poszycia leśnego, które porastało teren przyszłego obozu, a także doprowadzenie leżącej w pobliżu bocznicy do stanu używalności. Do połowy grudnia wzniesiono także trzy baraki, w których mieścić miały się odpowiednio: rozbieralnia, komory gazowe i magazyn na zrabowane przedmioty. W międzyczasie ukraińscy wachmani przystąpili do kopania masowych grobów oraz budowy wież strażniczych i ogrodzenia. Wkrótce wybudowano kolejnych pięć baraków, z których dwa służyć miały jako budynki mieszkalne dla wachmanów, jeden jako budynek mieszkalny dla żydowskich więźniów, a pozostałe z przeznaczeniem na garaż i magazyn. Pod koniec grudnia, gdy budynek z komorami gazowymi był już gotowy, polskich robotników zwolniono. Odtąd niemal wszystkie prace wykonywała grupa około 120–150 Żydów, których sprowadzono z Lubyczy Królewskiej. Więźniowie ci byli źle żywieni i brutalnie traktowani. Po zakończeniu budowy zostali zamordowani.
Pod nadzorem Wirtha przeprowadzono także serię „eksperymentów” z gazowaniem ludzi. Ofiarą pierwszego padli wspomniani żydowscy robotnicy z Lubyczy Królewskiej. Michael Tregenza twierdził, że do połowy marca w Bełżcu zgładzono jeszcze 2–3 „eksperymentalne” transporty; przypuszczał, że znaleźli się w nich chorzy psychicznie i niepełnosprawni Żydzi niemieccy, których sprowadzono z „gett tranzytowych” w Piaskach i Izbicy. Informacji tej nie potwierdzał Robert Kuwałek; jego zdaniem techniki gazowania były udoskonalane podczas likwidacji pierwszych masowych transportów.
Początkowo – wzorem praktyk stosowanych w ośrodkach akcji T4 – ofiary mordowano w komorach stacjonarnych przy wykorzystaniu gazu, który przechowywano w metalowych butlach. Tregenza przypuszczał, że gazem tym był cyklon B, natomiast Kuwałek za bardziej prawdopodobne uważał zastosowanie tlenku lub dwutlenku węgla. Butle trzeba było sprowadzać z Niemiec, stąd sposób ten uznano za nieekonomiczny. W „okresie eksperymentalnym” w Bełżcu uruchomiono także ruchomą komorę gazową, zainstalowaną w odpowiednio zmodyfikowanym samochodzie pocztowym. Prawdopodobnie zaprojektowali ją Lorenz Hackenholt i Siegfried Graetschus, natomiast kierowcą był wachman Edward Własiuk. Ruchomą komorę wykorzystywano do mordowania osób niepełnosprawnych i chorych psychicznie, które wyszukiwano w okolicznych wsiach. Prawdopodobnie używano jej również do zabijania polskich więźniów politycznych z więzienia w Zamościu. Ostatecznie Wirth niejako połączył obie metody, dochodząc do wniosku, że najskuteczniejszym sposobem uśmiercania będzie umieszczanie ofiar w komorach stacjonarnych, a następnie mordowanie ich przy użyciu gazów wytwarzanych przez silnik spalinowy. Według Tregenzy silnik sprowadzono ze Lwowa w drugim tygodniu marca 1942 roku. Eksperymenty, których celem było wypracowanie metody jego jak najbardziej efektywnego użycia, miał przeprowadzać wspomniany Helmut Kallmeyer.
Przyjmuje się, że obóz rozpoczął działalność 17 marca 1942 roku. Tego dnia w godzinach porannych przybył pierwszy transport z getta w Lublinie, a po południu – pierwszy transport z getta we Lwowie. Dzień uruchomienia obozu w Bełżcu jest uznawany za początek systematycznej eksterminacji polskich Żydów, której Niemcy nadali później kryptonim akcja „Reinhardt”.
Lokalizacja i topografia Informacje ogólne thumb|Plan obozu thumb|Fragment bocznicy kolejowej wykorzystywanej przez obóz w Bełżcu