thumb|Wielorybnictwo Wielorybnictwo – polowanie na wieloryby i inne duże walenie w celu pozyskania dostarczanych przez nie surowców: spermacetu, fiszbinu, ambry i innych. Wielorybnictwo intensywnie rozwijało się do początków XX wieku; w miarę jak liczba waleni spadała, a surowce przez nie dostarczane zaczęto zastępować innymi (gaz, elektryczność, plastik itp.) zaczęło gwałtownie tracić na znaczeniu. Mięso wieloryba nigdy nie było cenione dla jego smaku, stanowiło jednak ważne źródło białka, którym nie gardziła ludność obszarów nieobfitujących w białko zwierzęce. Do dziś walenie są źródłem pożywienia Inuitów; do niedawna można było z łatwością kupić konserwy z delfinów, jednakże szeroko zakrojona akcja na rzecz ochrony tych zwierząt zepchnęła przemysłowe przetwórstwo mięsa waleni na margines gospodarki.

Wczesna historia wielorybnictwa Początki wielorybnictwa to prawdopodobnie zabijanie zwierząt wyrzucanych na plażę przez fale. Dla pierwotnego łowcy wieloryb wyrzucony na plażę oznaczał sytość na długie miesiące. Prosta metoda takiego polowania do niedawna wystarczała Inuitom i innym ludom Północy. Czasami służyły do tego celu niewielkie dłubanki lub kilkuosobowe pokryte skórami łodzie, którymi wypuszczano się nawet na kilkadziesiąt kilometrów w głąb morza. Prymitywne wielorybnictwo uprawiali już wikingowie na północnych obszarach Oceanu Atlantyckiego.

Na większą skalę rozwinęli wielorybnictwo Baskowie w XII wieku, polując na wieloryby w Zatoce Biskajskiej. Z czasem Baskowie zaczęli się wypuszczać coraz dalej, a w XVI wieku dotarli do Nowej Fundlandii. Jako potęga wielorybnicza Baskowie byli wynajmowani też przez inne kraje, np. Brytyjczycy korzystali z ich usług w okolicach Spitsbergenu do polowań na wieloryby grenlandzkie. W XVI wieku Holendrzy wprowadzili innowację – oprawianie wieloryba bezpośrednio na okręcie. Zwierzę przytraczano do burty statku i dzielono na części z drewnianych platform lub łodzi. Tłuszcz wytapiano bezpośrednio na okręcie i składowano w beczkach w specjalnej ładowni.

Wieloryb jako źródło surowców Wieloryb dostarczał tak wielu surowców, że wielorybnictwo stało się w dobie rewolucji przemysłowej zawodem bardzo opłacalnym. Olej wielorybi był znakomitym smarem do maszyn, paliwem do lamp ulicznych, tłuszczem do produkcji mydła, a także podstawą do produkcji kredek, plastrów, świec, maści, a nawet atramentu. Najlepszym olejem do lamp był olej z tłuszczu kaszalota, ponieważ nie kopcił w czasie spalania, a do tego nie wydzielał nieprzyjemnej woni, które charakteryzowała tłuszcz innych gatunków wielorybów. Długi fiszbin wielorybów biskajskich i grenlandzkich wykorzystywano do produkcji parasoli, szczotek, łyżek do butów, gorsetów, a nawet sprężyn zegarkowych. Z zębów kaszalota produkowano klawisze do instrumentów i guziki. Scrimshaw sprzedawano jako eleganckie pamiątki. Z kości wytwarzano nawóz, spermacet był niezastąpiony jako znakomity olej smarowy, wykorzystywany nawet w XX wieku, m.in. do smarowania wyrzutni torped na okrętach podwodnych. Ambra – prawdopodobnie wynik niestrawności kaszalota – była warta tyle złota, ile sama ważyła.

Japonia ma długą historię. Początki tej działalności datuje się na okres Jōmon (12000 p.n.e. – 300 p.n.e.). W okresie Edo (1603–1868) techniki połowu zostały znacznie udoskonalone, dzięki czemu zwiększyła się ilość wielorybiego mięsa, zdobywana w skali roku. Zdarzały się spadki w dostawach tego produktu, spowodowane buddyjskim zakazem spożywania mięsa zwierząt, mimo że wieloryby tradycyjnie postrzegane były jako ryby. Boom na spożycie wielorybiego mięsa nastąpił pod koniec II wojny światowej, kiedy to brakowało produktów spożywczych, zawierających białko. W latach 60. mięso wieloryba dostarczało tam 30% dziennego spożycia białka i aż do lat 70. było szeroko wykorzystywane w opłacanym przez rząd programie żywienia szkolnego. Gdy Międzynarodowa Komisja Wielorybnictwa zabroniła połowów wielorybów, Japonia została zmuszona do zaprzestania połowów dla celów komercyjnych.

W 2009 r. ilość wielorybiego mięsa dostępnego w sprzedaży w ciągu roku przekraczała dozwolony poziom, co mogło być spowodowane nielegalnymi dostawami zamrożonego produktu. Aby zaspokoić krajowy popyt na mięso wielorybie, Japonia podpisała kontrakty z Rosją na zakup łącznie 200 białuch. Ponadto Japonia dąży do zniesienia ograniczeń połowu, co spotyka się z protestami na arenie międzynarodowej.

thumb|center|800px|Maki-e z okresu Edo: „Połowy wielorybów w Taiji”

Nowa Anglia W XVIII wyrosła nowa potęga wielorybnicza – była nią Nowa Anglia, a zwłaszcza port New Bedford i położone na wyspie Nantucket. Z początku Nantucket, zamieszkane przede wszystkim przez kwakrów, patrzyło z zazdrością na rosnącą potęgę New Bedford, wkrótce jednak jego mieszkańcy wpadli na pomysł wykorzystania współżyjącego z nimi na wyspie plemienia Wampanoagów. Bez tych rodowitych mieszkańców wyspy, których liczebność jeszcze w latach 20. XVII wieku przekraczała liczebność osadników, Nantucket nigdy nie osiągnęłoby takiego sukcesu w dziedzinie wielorybnictwa. Do 1760 roku nantucketczycy praktycznie do szczętu wytępili całą miejscową populację wielorybów. Nie miało to jednak większego znaczenia, bowiem w międzyczasie nauczyli się budować duże statki wielorybnicze, co więcej wyposażone w specjalne piece do wytopu oleju na otwartym morzu. Wprawdzie wojna 1812 roku miała dla wielorybnictwa katastrofalne skutki, ale kwakrzy z Nantucket podnieśli się po tej klęsce bardzo szybko. Już w 1819 roku zapuszczali się na słabo zbadany Pacyfik. Miało to też ujemne skutki – podróże wielorybnicze wydłużyły się z ok. 9 miesięcy do 2–3 lat. W okresie największego rozkwitu wielorybnictwa Nowej Anglii Amerykanie mieli na morzach i oceanach całego świata 735 statków wielorybniczych, w większości wyprodukowanych w Nantucket i New Bedford.

Organizacja statku wielorybniczego thumb|300px|Statek wielorybniczy „Essex” A – kabiny kapitana i oficerów B – pomieszczenia na śródokręciu C – komora do cięcia tłuszczu wieloryba D – kubryk E – ładowniaMarynarz na statku wielorybniczym nie dostawał pensji, a jedynie coś, co w żargonie marynarskim nazywano „dolą” – był to z góry ustalony procent od zysku. Wszelkie dodatkowe wydatki marynarza w czasie rejsu potrącano z doli. Przeciętnie płaca taka wynosiła około kilkuset dolarów za dwa lata pracy. W przypadku chłopca kabinowego (pełniącego rolę pomocnika stewarda) mogła to być 1/198 ceny uzyskanej ze sprzedaży oleju, czyli około 100–150 dolarów. Załoga statku liczyła około 25 osób, w tym kapitan, dwóch oficerów, trzech sterników, steward, chłopiec kabinowy i marynarze. Na statku, zwykle trójmasztowcu, znajdował się piec do wytopu tłuszczu, olbrzymia ładownia do jego składowania, około trzech łodzi wielorybniczych, około trzech łodzi ratowniczych, oddzielne kabiny oficerów i marynarzy.

Polowanie Zauważonego wieloryba ścigały 2-3 załogi łodzi wielorybniczych; był to swoisty wyścig do zdobyczy, bo choć łup był wspólny, największa chwała przypadała najszybszym. Oficer operował wiosłem sterowym, natomiast zadaniem harpunnika było rzucić harpun w momencie najbardziej odpowiednim, czyli w chwili, gdy łódź podpłynie najbliżej, a zwierzę wychyli się na tyle, że będzie można celnie w nie trafić. Przeciętna szybkość nie spodziewającego się niczego kaszalota wynosiła 3-4 węzły, łodzie zbliżały się z szybkością dochodzącą do 6 węzłów. Doświadczony wielorybnik z liczby wdechów przed zanurzeniem umiał powiedzieć ile czasu wieloryb spędzi pod wodą. Prawie pewne było, że zanurzony będzie płynął z tą samą szybkością co na powierzchni, nie zmieni też kierunku. To dawało wielorybnikom przewagę nad zazwyczaj niczego nie podejrzewającym zwierzęciem i pozwalało ocenić miejsce i czas wynurzenia. Ładownia przeciętnego trójmasztowca mieściła średnio kilkanaście tysięcy baryłek tłuszczu. Aby osiągnąć w miarę przyzwoity wynik, upoważniający do rozpoczęcia drogi powrotnej i legitymizujący trudy podjętej wyprawy, należało zabić i oprawić około 200–250 wielorybów. W wypadku dwuletniej wyprawy dawało to mordercze tempo około 2 wielorybów na tydzień. Na początku XIX wieku dziesięć tysięcy baryłek oleju z kaszalota można było sprzedać w Nowej Anglii za około 20 tysięcy dolarów – cena zależała nie tylko od popytu i podaży, ale i od rodzaju oleju. Do tego dochodził dochód z ambry, spermacetu i ewentualnie fiszbinu, jeśli łupem wielorybników padły również wieloryby fiszbinowe.

Harpun Harpun nie zabijał wieloryba; był dla niego jedynie dokuczliwą przeszkodą, której zwierzę pragnęło się pozbyć jak najszybciej. Poważnie raniony wieloryb swymi rozpaczliwymi szarpnięciami stanowił realne zagrożenie dla marynarzy. Kiedy harpun wbijał się w ciało zwierzęcia, jeden z wioślarzy miał za zadanie nieustannie zwilżać gwałtownie rozwijającą się linę harpunniczą. Lina, ciągnięta przez rozjuszone zwierzę, przesuwała się z wielką szybkością wzdłuż pionowego słupka, tzw. pachołka. Zwilżanie chroniło ją przed zapaleniem wskutek tarcia.

W 1864 roku wymyślono coś, co zupełnie zmieniło oblicze wielorybnictwa. Svend Foyn zbudował prototyp działa harpunniczego, rodzaju zmodyfikowanego działa artyleryjskiego, które miotało wybuchający, zaopatrzony w zadziory harpun. Od tego czasu polowano z innych, większych łodzi, znanych pod nazwą wielorybniczych łodzi myśliwskich, będących w rzeczywistości dopasowanym do nowych potrzeb parowym statkiem wielorybniczym. Zmieniła się też rola harpunnika – miejsce silnego i zaprawionego miotacza zajął artylerzysta, bo właśnie spośród żołnierzy o takiej specjalności rekrutowano myśliwych na wielorybnicze łodzie myśliwskie.thumb|Kaszalot

Kaszalot Kaszalot to tylko jeden z wielorybów, na które polowano. Choć nie największy, to najgroźniejszy, ponieważ należy do zębowców i jego wielkie zęby mogą przeciąć człowieka na pół. Raniony harpunem próbował umknąć, w końcu jednak męczył się i wynurzał, by zaczerpnąć powietrza. Na to czekali wielorybnicy, a zwłaszcza oficer, któremu przysługiwało prawo zabicia zwierzęcia. Jeśli wieloryb wykazywał wciąż jeszcze dużą żywotność, przed zabiciem okaleczano go, przecinając specjalnym narzędziem ścięgna ogona. Wówczas doświadczony oficer mógł się wreszcie pokusić o znalezienie właściwego miejsca. Trafione zwierzę miotało się, wyrzucając nozdrzami fontannę krwawej posoki, co marynarze eufemistycznie określali czasem mianem „płonącego komina”. Miotające się zwierzę wymiotowało, krwawiło i bardzo szybko traciło siły. Czasami jednak zdychało dopiero po kilkunastu uderzeniach specjalną lancą o ostrym, szerokim i płaskim ostrzu.

Oprawianie wieloryba