Biskup nominat jak się okazało miał jednak wuja księdza, któremu nie mógł tej nominacji odmówić, obiecał jednak zrobić dla Antonia co tylko będzie w jego mocy.
Don Fernandez zabrał don Toribia ze sobą do Badajoz. W niedługim czasie zawakowało arcybiskupstwo Compostelli i don Fernandez został na nie wybrany. Don Toribio znowu poprosił o stanowisko dla synaː biskupstwo albo bodaj dziekanię. Don Fernandez odrzekł, że biskupstwo winien jest synowi don Fernandeza de Lara, który mu sporo w awansie pomógł. Kiedy czas jakiś później został biskup Compostelli mianowany kardynałem i zaproszony do Rzymu, don Toribio spóźnił się jak się okazało ze swą prośbą za synem, ponieważ arcybiskupem Compostelli zamianował nowy kardynał spowiednika swej matki. Pojechali tedy do Rzymu. Wakowały potem rozmaite biskupstwa, a kardynał za każdym razem tłumaczył, że źle by na niego w Rzymie patrzyli, gdyby obsadzanie biskupstw zaczął od swoich, ale przyjdzie kolej i na Antonia.