W Wielkopolsce (w okolicach 1950 r.) obrzęd wiosenny rozpoczynał się od przejścia uroczystego orszaku dzieci trzymających gałązki jałowca. Nieco starsi chłopcy nieśli na ramionach Śmierć: pęk słomy obleczony w białe płótno. Orszak obchodził kolejno wszystkie domy. Zatrzymywał się przy każdej kałuży lub sadzawce i „poił” Śmierć, zanurzając jej głowę w wodzie. Kukłę kropiono także jałowcowymi gałązkami. Wieczorem do zabawy przyłączały się starsze dzieci, którym przekazywano Śmierć i jałowcowe gałązki. Podpalone gałązki były używane jako pochodnie do oświetlania drogi podczas wynoszenia kukły poza granice wsi. Tam zrywano z kukły odzież, podpalano ją i płonącą wrzucano do wody. Zgodnie z tradycją nie można było dotykać pływającej po wodzie Śmierci i należało jak najszybciej opuścić miejsce egzekucji, nie oglądając się za siebie – nawet w ostatnich chwilach mogła być niebezpieczna i spowodować chorobę.

Następnego dnia odbywała się uroczystość „nowego lata”, czyli gaika zielonego. Gałąź obnoszono po wsi, śpiewając:Mor ze wsi, lateczko do wsi.Idąc od domu do domu, dzieci składały życzenia mieszkańcom i otrzymywały w zamian datki lub poczęstunki.

Podobnie wyglądały obrzędy na Śląsku, ale różniły się one pewnymi szczegółami, takimi jak strój i imię kukły.