Poseł RP Aleksander Ładoś oraz Ryniewicz jako jego zastępca zapewniali ochronę dyplomatyczną całej akcji.

Pomimo zakrojonej na szeroką skalę operacji, przez ponad rok udawało się utrzymać jej ściśle konspiracyjny charakter. Według dziennikarzy Zbigniewa Parafianowicza i Michała Potockiego, Niemcy wpadli na trop grupy Ładosia, gdy w ich posiadaniu znalazła się ostatnia przesyłka paszportów do getta warszawskiego, przybyła już po jego likwidacji. Paszportów tych Gestapo użyła najprawdopodobniej do prowokacji, zwanej aferą Hotelu Polskiego. Już wcześniej na trop grupy Ładosia wpadła szwajcarska policja ds. cudzoziemców, która w styczniu 1943 roku przesłuchała Hügliego (przyznał się do winy) i Juliusza Kühla, w maju Chaima Eissa, a jesienią 1943 roku aresztowała Silberscheina. Z zeznań całej czwórki pochodzi większość wiedzy na temat sposobu działania grupy Ładosia.

Po wpadce, Ryniewicz podjął interwencję u Heinricha Rothmunda, szefa szwajcarskiej policji, uważanego za głównego architekta polityki Szwajcarii wobec uchodźców. Przyznał się do akcji podkreślając jednocześnie, że miała ona przyczyny humanitarne i przekonywał rozmówcę do zamknięcia sprawy.