Omówienie Utwór opowiada o tym, jak Pan na Płużynach, potomek dawnych dziedziców majątku, na którego ziemiach leżało jezioro Świteź, wiedziony ciekawością wywołaną opowieściami o niezwykłych zjawiskach dziejących się wokół tego jeziora, postanowił zbadać, co się w nim kryje. Nakazał budowę łodzi i przygotowanie sieci potrzebnych do poszukiwań. Aby całemu dziełu zapewnić przychylność Niebios, narrator wiersza zasugerował zamówienie mszy w okolicznych kościołach i sprowadzenie księdza.
Po tym, jak duchowny przeżegnał i poświęcił jezioro, zapuszczono sieci. Ku zdziwieniu zebranych z wody wyłowiono młodą i piękną dziewczynę. Ta oznajmiła, że jezioro niechętnie zdradza swoje tajemnice i każdego śmiałka, który na nie wyrusza, wciąga i topi. Zaznaczyła jednak, że tym razem stało się inaczej z dwóch względów. Po pierwsze, właściciel majątku w Płużynach, jako spadkobierca wcześniejszych mieszkańców tamtejszej rezydencji miał moralne prawo do interesowania się jeziorem, zaś po drugie, jako człowiek religijny, czemu dał wyraz, zapraszając księdza, mógł liczyć na łaskę od Boga. Świtezianka stwierdza: Choć godna kary jest ciekawość pusta, Lecz żeście z Bogiem poczęli, Bóg wam przez moje opowiada usta Dzieje tej cudnej topieli.