Odpowiedź władz okazała się negatywna, co wywołało niezadowolenie zgromadzonego tłumu, który przerodził się w spontaniczną manifestację.

Tłumaczeń władz nie chciano słuchać. Podczas wystąpienia przedstawiciela miasta gwizdano i wznoszono okrzyki antyrządowe. Postanowiono sprowadzić wojewodę lubelskiego, celem przedstawienia mu żądań. Kierownik PUPP nie tylko utrudniał dostęp do telefonu, ale próbował przedstawicieli wylegitymować, grożąc aresztowaniem. Jeden z delegatów krzyknął przez okno, że władza chce aresztować przedstawicieli tłumu. W odpowiedzi zaczęto wyrywać sztachety z płotów oraz kostkę brukową. Na gmach posypały się kamienie. Rozpoczął się szturm, w wyniku którego protestujący wdarli się do gmachu i go całkowicie opanowali. Część urzędników została uwięziona, ale jednemu z nich udało się zadzwonić po policję. Tłum tymczasem zaatakował sztachetami i łopatami nielicznych policjantów znajdujących się na miejscu. Ci ratowali się ucieczką w kierunku śródmieścia.