Wiliam Samarin z Uniwersytetu w Toronto przyznaje, że glosolalia posiada pewne cechy języka. Składa się ona m.in. z segmentów przypominających zdania, wyrazy oraz fonemy. Jego zdaniem jednak to podobieństwo jest jedynie powierzchowne. Argumentuje on, że osoby mówiące glosolalią nie rozumieją tego co mówią. Nie udało się także utożsamić badanych próbek glosolalii z żadnym znanym językiem. Natomiast świadectwa członków ruchu są jego zdaniem niewiarygodne. Innym argumentem jest zbytnia powtarzalność dźwięków.
Michael T. Motley – profesor emeritus z Uniwersytetu w Kalifornii – także przeprowadził analizę glosolalii. Doszedł on jednak do zupełnie odmiennych wniosków. Jego zdaniem zarzuty o monotonię są wątpliwe. Pochodzą one bowiem od badaczy anglojęzycznych. Tymczasem angielski sam jest tutaj nienaturalnie elastyczny w porównaniu do innych języków. Jednocześnie zauważył, że glosolalia jest m.in. ustrukturyzowana fonotaktycznie oraz posiada reguły rządzące składnią. Co więcej, składa się z raczej wyrafinowanych struktur niezależnych od języka rodzimego. Jednak według współczesnej lingwistyki istnienie struktury bez informacji semantycznej jest mało prawdopodobne. Albo więc za tworzenie struktur odpowiada jakiś nieznany czynnik, albo glosolalia faktycznie jest językiem.