Grupę polskich kobiet z dziećmi zamknięto w jednym z domów i poddano przesłuchaniu połączonemu z biciem, w celu wydobycia informacji o samoobronie w Puźnikach, odległych o 4 km. Po przesłuchaniu uwięzionych zastrzelono bądź zarąbano siekierami. Ocalała ranna Danuta Borkowska, którą po odejściu upowców ukrył miejscowy Ukrainiec. Przeżył także Franciszek Markowski, prowadzony przez członka UPA na rozstrzelanie. Upowiec, który znał go osobiście, puścił go wolno. Zmaltretowany podczas przesłuchania Markowski doczołgał się do domu znajomego Ukraińca, który udzielił mu schronienia a na drugi dzień zawiózł do Puźnik.
Wieczorem sprawcy znieśli ciała zabitych w jedno miejsce, oblali naftą i spalili. Spalono także 11 domów, a do ognia wrzucano żywych ludzi. Według wspomnień świadków zgromadzonych przez Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu ofiary zostały spalone żywcem w suszarni tytoniu. Odjeżdżając upowcy porwali młynarza Sławomira Danielewicza, Ukraińca który był przeciwny mordom. Jego ciało zostało znalezione kilka dni później.