Mimo swojej niezwykłej urody fizycznej Marie Angélique miała być w żargonie dworskim "głupia jak kosz", tak przynajmniej twierdziły złożone z urzędu metresy królewskiej Montespan i Maintenon pewne, że Ludwik XIV wróci do jednej z nich. Ustalenia pomiędzy dziewczyną a reprezentantem króla zostały szybko podpisane i w kilka tygodni po prezentacji na dworze, rozkochany król uczynił ją swoją nową maîtresse-en-titre i rozpoczął organizacje rozrywek na jej cześć.
Ludwik pokazał swoją wielką miłość do Marie Angélique nosząc wstęgi przy kapeluszu dokładnie tego samego koloru co suknia noszona przez jego nową metresę. To pochlebstwo zepsuło ją, a ona sama zaczęła uważać siebie za królową. Obnosiła się z bogactwem swoich strojów i błyszczącą świeżością urodą przed królową Marią Teresą sprawiając, że sama Athénaïs de Montespan miała się czerwienić ze wstydu z powodu jej zachowania. Król dawał jej sto tysięcy koron miesięcznie, dwa razy też taką sumę jako prezent, ale nie mógł zaspokoić jej apetytu na bogactwo i chęci epatowania nim, jej przepyszna kareta zaprzężona była w osiem koni (co było przywilejem księżnych krwi), a ona sama wydawała się "pożerać swoje panowanie na raz". Ludwik XIV nagle odmłodniał – zaczął nosić diamenty, wstążki i pióra.