Kiedy na miejsce przybył zając był pewien zwycięstwa. Gdy wystartowali, jeż przebiegł parę kroków i ukrył się. Gdy zając w pełnym biegu dopadł drugiego końca pola, żona jeża, która tam stała zawołała do zająca: "Już tu jestem!". Ponieważ żona jeża była podobna do męża, zając był przekonany, ze przegrał wyścig. Zażądał rewanżu i biegu do miejsca skąd wystartowali. Żona jeża wyraziła zgodę i znów wystartowali. Tym razem na końcu pola wyszedł mu na spotkanie jeż i zawołał, że już tu jest. Zając zażądał kolejnej próby, i biegał tak siedemdziesiąt trzy razy. Za siedemdziesiątym czwartym padł ze zmęczenia na ziemię w połowie pola. Od tego czasu już żaden zając nie chciał się ścigać z jeżem.
Na zakończenie narrator przytacza dwa morały płynące z baśni: "po pierwsze: nikomu, choćby nie wiem, jakim był dostojnym panem, nie wolno pokpiwać sobie z mniejszego, choćby nawet to był jeż. A po drugie, że to dobrze, gdy ktoś bierze sobie żonę z tego samego stanu, która wygląda tak samo jako on.