W ocenie Alexisa Petridisa z dziennika The Guardian Metals „brzmi po prostu fantastycznie: kolejny wyjątkowy album artystki bardziej żądnej przygód, niż sugeruje rodzaj odniesionego sukcesu”. Według Kitty Empire z tygodnika The Observer na Metals „niemal słychać cząsteczki kurzu wirujące w powietrzu. Nagrany w kalifornijskim Big Sur z minimalnymi overdubbingami jest to album pełen grzechotek i uderzeń, oddechów i klaskań”, zaś końcowy utwór „wydaje się mieć na sobie stado pasących się kóz”.

Stephen M. Deusner z magazynu Paste stwierdził, że Feist „tworzy muzykę, która wymaga szczególnej uwagi i powtarzalnych rotacji, a mimo to prawie zawsze przynosi korzyści – jakieś odkrycie nagradzające zaangażowanie słuchacza”. Piosenki albumu są w stosunku do poprzedniego, The Reminder „znacznie bardziej introwertyczne i przygnębiające (…) jednak muzyka pozostaje wyrafinowana”. Miękkie orkiestrowe brzmienia i fanfary, a także dosadne interpunkcje perkusji nadają albumowi szczególną dynamikę”. Poza tym Metals podkreśla „wokal Feist, który brzmi tak, jakby był nagrany bardzo blisko, aby uchwycić nawet najdrobniejsze tekstury i najsubtelniejsze tony”.