W trakcie lądowania pasażerowie najpierw otrzymali polecenie zaprzestania palenia, następnie zauważyli w kabinie pilota światełko kontrolne oznaczające podchodzenie do lądowania, w końcu pilot poprosił pasażerów o zachowanie spokoju. W tym momencie nastąpiły dwa silne wstrząsy i oślepiający błysk.

Dolatując do drogi z Piaseczna do Warszawy samolot natrafił nagle na drewniane słupy sieci elektrycznej wysokiego napięcia. Na wysokości 8 metrów przy prędkości 200 km/h uderzył lewym skrzydłem w słup, ścinając jego wierzchołek i tracąc końcówkę skrzydła. Następnie zawadził usterzeniem o przewody, zrywając je, wywołując wyładowanie elektryczne i uszkadzając stery. Samolot upadł na prawe skrzydło, które zostało zdruzgotane. Oderwany silnik odleciał na kilkadziesiąt metrów w bok. Przód samolotu wbił się w ziemię, oderwany kadłub znalazł się około 50 metrów od niego. Komisja badająca wypadek ustaliła, że pilot Witkowski zdążył zamknąć dopływ paliwa do silników, co zapobiegło wybuchowi.