W 1954 roku francuski dziennikarz Marcel Cheminade ocenił, że Graham jest prawdziwym amerykańskim idolem, bardziej popularnym niż Rudolph Valentino bądź Frank Sinatra. Henri Fesquet na łamach „Le Monde” w 1955 roku napisał, że Graham ma „ducha adaptacji” i pochwalił francuskich protestantów za zaproszenie go do Francji.

André Wurmser na łamach komunistycznego „L’Humanité” jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej krucjaty we Francji napisał, że mamy do czynienia z zagranicznym przedsięwzięciem, które nawet nie ukrywa, że jest polityczną agendą. Następca Barnuma manipuluje ludzkimi uczuciami, aby zapewnić bezpieczeństwo dla amerykańskich kapitalistów. Jego zdaniem inspiratorem krucjat był senator McCarthy.

Najbardziej krytyczną ocenę Grahama dał francuski pisarz i filozof, Roland Barthes, w roku 1957. Zarzucił mu, że Bóg którego głosi nie ma nic wspólnego z tomizmem. Barthes argumentował, że w historii zachodniego chrześcijaństwa, zarówno katolicyzmu jak i protestantyzmu, wielką rolę zawsze odgrywał arystotelizm. Graham z tym zerwał, postawił na magię słowa i muzyczną oprawę. W jego kazaniach nie ma też perswazji, zastąpiona została przez sugestię. W usłudze Grahama przewijają się trzy wielkie fazy każdej religijnej akcji: oczekiwanie, sugestia i inicjacja.