Już pod koniec lipca 2012 zagraniczne media donosiły, że grupy rebelianckie w Syrii radykalizowały się wraz z wydłużaniem się wojny domowej. Do walk przystąpili konserwatywni sunnici zamieszkujący głównie centralną część kraju. Ponadto do radykałów trafiało wsparcie zaopatrzeniowe i finansowe z Arabii Saudyjskiej i Kataru. Rebelianci zaczęli też rekrutować zagranicznych dżihadystów do walki z „niewiernymi” alawitami.

Brytyjski fotoreporter Jeroen Oerlemans, który przez tydzień był przetrzymywany przez rebeliantów, twierdził, że wśród rebeliantów było dużo ochotników z odległych regionów, takich jak Pakistan, Bangladesz i Czeczenia. Dodał, że żaden z przetrzymujących go bojowników nie był Syryjczykiem, a połowa z nich znała angielski. W związku z tym podejrzewano, iż po ewentualnym obaleniu prezydenta al-Asada, fundamentaliści dążyliby do zaprowadzenia prawa szariatu, bądź wybuchłaby kolejna wojna domowa, która mogłaby zakończyć się przejęciem władzy przez radykałów islamskich, tak jak miało to miejsce w czerwcu 2012 w samozwańczym afrykańskim Azawadzie.

W sierpniu 2012 roku Front Obrony Ludności Lewantu ogłosił, iż działa w Damaszku i jego okolicach we współpracy z Batalionem As-Sahaba z Wolnej Armii Syrii.