Tuż po procesie pojawiały się spekulacje o możliwym powrocie Umińskiej do pracy w teatrze lub wybrania przez nią drogi zakonnej, zaś w prasie europejskiej rozgorzała dyskusja o prawie do zabicia osoby śmiertelnie chorej.

Po procesie aktorka przeżyła nawrócenie. Przez jakiś czas korzystała z gościnności sióstr benedyktynek w Jouarre, gdzie doszła do względnej równowagi duchowej.

Po powrocie do Polski, próbowała jeszcze wrócić jako aktorka do teatru, ale bezskutecznie. Nie była w stanie wrócić na scenę. Zaczęła szukać dla siebie miejsca w jakimś zgromadzeniu zakonnym, ale nie było to proste ze względu na przeszłość i brak posagu. Znany aktor, piotrkowianin, Aleksander Zelwerowicz, przybył osobiście do domu zakonnego przy szpitalu św. Łazarza w Warszawie i poprosił s. Wincentę Jaroszewską OSBSam, by zechciała ją przyjąć do Stowarzyszenia „Samarytanki”. Jaroszewska nie odmówiła, stwierdzając: „Niech przyjeżdża”.

Umińska (później już jako s. Benigna) do swojej śmierci myślała o tym, że nie miała prawa odebrać życia ukochanemu mężczyźnie.