W akcji opery losy braci zakochanych w tej samej kobiecie krzyżują się na nowo. To jednak Manrico zakochany jest szczęśliwie, bowiem Leonora trafiając na chwilę i przypadkowo w ramiona jego brata i rywala, myśli tylko o trubadurze. Słysząc imię rywala – młody di Luna staje do pojedynku. Jednak to Manrico zostaje jego zwycięzcą. Wewnętrzny głos [braterstwa] każe mu jednak oszczędzić przeciwnika. Oddziały di Luny nie obejdą się jednak w późniejszej potyczce z nim samym tak łagodnie.

Gdy Manrico przebywa w cygańskim obozie, lecząca jego rany Azucena wyrzuca mu, że mając sposobność, nie zabił młodego panicza. Jej żądza zemsty przez te wszystkie lata nie tylko nie zgasła, ale tym bardziej wzrastała. Liczy ona na to, że Manrico może być tej zemsty doskonałym narzędziem. Nieopatrznie jednak wyjawia mu historię swojej matki. Uchyla się jednak od tego, by jednoznacznie powiedzieć mu, że nie jest jej synem. Próbuje chronić przed niebezpieczną wyprawą, na którą ten chce wyruszyć z niezaleczonymi ranami, gdy dowiadując się, że Leonora opłakując jego domniemaną śmierć, chce wstąpić do klasztoru.