Próba ratowania stacji okazała się jednym z najefektowniejszych wyczynów w historii napraw na orbicie. Podczas zbliżania do stacji, Władimir Dżanibekow i Wiktor Sawinych spostrzegli, że panele słoneczne ustawione były w przypadkowy sposób, a stacja obracała się wzdłuż własnej osi. Wykorzystując ręczny dalmierz laserowy do oceny odległości oblecieli stację i wykonali inspekcję jej poszycia zewnętrznego, aby upewnić się, że kadłub jest nienaruszony. Po zadokowaniu – po raz pierwszy Sojuz połączył się z nieaktywną stacją – załoga potwierdziła, że systemy elektryczne stacji nie działają. Powietrze wewnątrz było bardzo zimne, lecz zdatne do oddychania. Ściany i urządzenia pokrywał szron. Kosmonauci wchodząc na stację mieli na sobie zimowe ubrania.
Z ośmiu akumulatorów stacji, sześć było rozładowanych, a dwa całkowicie zniszczone. Dżanibekow ustalił, że za problem z ustawieniem paneli słonecznych i w konsekwencji za rozładowanie akumulatorów odpowiada zepsuty czujnik, który stale sygnalizował, że akumulatory stacji są naładowane. Doprowadził w ten sposób do całkowitego ich rozładowania, blokując równocześnie dopływ energii z baterii słonecznych. Gdy kosmonauci przywrócili sprawność systemu energetycznego, odżyły i inne systemy stacji. Salut 7 wznowił kontakt radiowy z Ziemią.