Henryk Serda wylądował autorotacyjnie w miejscowości Murzasichle, jednak w trakcie przyziemienia doszło do poważnego uszkodzenia śmigłowca (złamanie belki ogonowej). Dalsze poszukiwania, prowadzone również przy pomocy słowackich ratowników, nie przyniosły rezultatu. Obdarzone czułym węchem psy wskazywały miejsca na stawie, ale prowadzenie tam poszukiwań zimą było niemożliwe.

Po informacjach o tragedii w Tatrach zarządzeniem Prezydenta Miasta Tychów Andrzeja Dziuby został w Urzędzie Miasta powołany sztab kryzysowy. Tego samego dnia wieczorem z Tychów do Zakopanego wyjechały rodziny ofiar lawiny. Następnego dnia na Górnym Śląsku ogłoszono żałobę. Pozostałe sześć ciał, wtłoczonych wraz z lawiną pod lód Czarnego Stawu, odnaleziono dopiero na wiosnę, po roztopach; jedno z nich wyłowiono z głębokości aż 26 metrów. Ostatnią ofiarę odnaleziono 17 czerwca. Ogółem TOPR zorganizował 14 wypraw poszukiwawczych, w których udział wzięło 260 ratowników, 36 psów lawinowych, a ratownicy pracowali 2203 godziny.