Nie udało się dokładnie ustalić, dlaczego pilot popełnił ten błąd: komisja śledcza podała dwie możliwości – drugi oficer pomylił dźwignię trybu TOGA (Take-Off/Go-Around) z dźwignią sterującą automatem regulacji ciągu (autothrottle), lub przypadkiem nacisnął dźwignię podczas operowania przepustnicami samolotu. Kapitan ostrzegł drugiego pilota, że ten włączył tryb go around i nakazał jego wyłączenie. Samolot wyrównał na około 15 sekund. Następnie kapitan nakazał skorygowanie ścieżki schodzenia, która znajdowała się za wysoko.
Pierwszy oficer ręcznie zredukował ciąg i pchnął stery do przodu, próbując wymusić opuszczenie nosa maszyny i powrót na właściwą ścieżkę schodzenia; jednak włączenie trybu TOGA (który pozostał włączony aż do momentu zderzenia z ziemią) spowodowało uruchomienie się autopilota, który postępował zgodnie z procedurą drugiego okrążenia – ponownie zwiększył ciąg i poderwał nos do góry. Załoga wyłączyła autopilota i próbowała ponownie wprowadzić samolot na właściwą ścieżkę podejścia, jednak na wysokości 570 stóp włączyło się dodatkowe zabezpieczenie – samolot zaczął zwiększać prędkość i unosić nos do góry, choć piloci za pomocą sterów próbowali wymusić opuszczenie nosa samolotu.