Jednostka przełamała się na dwie części i po trzech godzinach zatonęła.

W odpowiedzi, znajdujące się w pobliżu jednostki południowokoreańskie dokonały „odwetowego ostrzału jednostki z północy”, jednak jak się później okazało było to jedynie stado ptaków.

W kilka godzin po incydencie władze potwierdziły oficjalnie jedynie fakt wybuchu na okręcie i jego zatonięcie kilka godzin później. Południowokoreańskie media błyskawicznie zasugerowały, że był to atak torpedowy jednostki z Północy, chociaż strona północnokoreańska twierdziła, że w rejonie zatonięcia okrętu nie było żadnych jej okrętów. Kilka dni później, rzeczniczka prezydenta Korei Południowej Eun-Hye przekazała, że w momencie katastrofy nie było w tym rejonie oznak aktywności północnokoreańskiej armii. Rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Philip J. Crowley potwierdził, że nie ma dowodów, iż Korea Północna stoi za incydentem. Obecności północnokoreańskich jednostek nie potwierdził też zwiad satelitarny.