Za wyparcie się swych żydowskich korzeni, zapłacił konfliktem z ojcem, biedując jako subiekt w sklepach chrześcijańskich.
Szlangbaum przez długi czas pracował w polskim sklepie, z powodu niechęci Polaków do Żydów został zwolniony. Po utracie posady otrzymał stanowisko u Wokulskiego. Tam był ofiarą szykan ze strony polskich sprzedawców, którzy dochodzą do niedorzecznych opinii, iż Szlangbaum – uczestnik powstania styczniowego, zesłany za to na Syberię – ryzykował życiem nie z miłości do ojczyzny, lecz wyłącznie z powodu swojego pochodzenia i związanych z nim pobudek handlowych. Wokulski bronił swojego przyjaciela przed atakami Lisieckiego, który na widok nowo zatrudnionego subiekta zadaje pytanie: Co tu, u diabła, tak czosnek zalatuje, panie Klejn?, wyraźnie nawiązując do ludowego przekonania, że Żyd pachnie czosnkiem i cebulą.