Jakimowski wpadł do kuchni, skąd – mimo oporu kucharza – porwał drewniane polano i pobiegł na rufę, gdzie znajdował się magazyn broni. W krótkiej walce zabił tureckiego żołnierza, próbującego zastąpić mu drogę, wyważył drzwi magazynu i razem z rodakami zaczął rozkuwać galerników i rozdawać im broń. Obecni na pokładzie nieliczni członkowie tureckiej załogi przecięli sznury podtrzymujące tent sporządzony z ciężkiej materii, chcąc utrudnić poruszanie się uwolnionym, ale zdesperowani powstańcy poradzili sobie i z tym. Uderzyli na Turków, kilku zabili, a kilku wrzucili do wody. Następnie poprzecinano liny kotwiczne i cumy łączące galerę z brzegiem, dotychczasowi galernicy z powrotem siedli do wioseł i statek wypłynął w morze.
W ostatniej chwili na brzegu pojawił się turecki kapitan na przemian złorzecząc i błagając buntowników, by powrócili. Nikt go – oczywiście – nie słuchał i galera szparko uchodziła na zachód. W pościg ruszyły trzy tureckie galery i goniły zbiegów półtora dnia, ale nagle przyszedł sztorm, który spowodował, że Turcy szukali schronienia w którymś z pobliskich portów. Uciekinierzy, nie mając nic do stracenia, wiosłowali dalej.