Obaj policjanci, pomimo próśb kibiców, odmówili wezwania karetki pogotowia.
Po tragicznej śmierci Słupsk stał się areną trwających przez kilka dni zamieszek między kibicami a policjantami, które przybrały na sile szczególnie w nocy z 11 na 12 stycznia 1998 roku. W miejskich walkach brali udział głównie kibice (przybyli również z innych miast). Na ulicach Słupska płonęły barykady, rzucano kamieniami i butelkami z benzyną, zdemolowano 22 policyjne radiowozy, policjanci odpowiedzieli gazem łzawiącym. Tłum ludzi zebrany przed budynkami ówczesnej Komendy Rejonowej Policji w Słupsku i Prokuratury Rejonowej w Słupsku wykrzykiwał hasła: „Śmierć za śmierć” i „MO – Gestapo”. Jedną z ważniejszych przyczyn zamieszek było działanie śledczych z lokalnej prokuratury, a w szczególności wydane przez nich oświadczenie mówiące o tym, jakoby Przemek Czaja zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku – uciekając przed funkcjonariuszami policji miał wpaść na słup trakcji trolejbusowej, a powstałe w ten sposób obrażenia rzekomo były przyczyną jego śmierci.