„Kobieta była w czerni.”„(...) zauważyłem już, że jest blondynką. Promień słońca, przedzierając się przez listowie lip, igrał na jej włosach, tworząc złotą aureolę. Z bliska stwierdziłem, że ich delikatność mogłaby rywalizować z jedwabistością nitek babiego lata, jakie pierwszy podmuch jesieni odrywa od szaty Marii Panny. Przechyliwszy szyję — może nieco za długą, choć i w tym kryło się wiele powabu i wdzięku, jeśli już nie piękna — kobieta wsparła głowę na prawej ręce, łokieć jej spoczywał na poręczy krzesła. Lewa ręka zwisała bezwładnie, a koniuszki wysmukłych palców trzymały białą różę. Łabędzia krągłość szyi, zgięta ręka, zwisające ramię, miały matową biel marmuru z Paros, nie prześwietloną ani jedną żyłką, która by pulsowała podskórnie. W więdnącej róży było więcej barwy i życia niż w ręce, która ją trzymała.”„Była to kobieta trzydziestodwuletnia, niegdyś cudownie piękna, bo teraz policzki jej zapadły, a cera pobladła.”

Pan Cousin: komisarz policji

Fabuła