Okoliczności śmierci i pogrzeb Jak pisze Lucjan Kydryński w swojej książce Marek i Wacek – historia prawdziwa, w środę 9 lipca 1986 Kisielewski z partnerką Magdą i zaprzyjaźnionym kierowcą Stefanem Ch. został zaproszony przez znajomego, Grzegorza Gąskiewicza, do daczy pod Wyszkowem. Po obiedzie z alkoholem Gąskiewicz namówił Kisielewskiego na samochodową wycieczkę nad pobliską rzekę. Po odpoczynku nad rzeką skłonił pianistę, by ten zasiadł za kierownicą jego saaba i kierował się w kierunku daczy. Kisielewski spełnił prośbę znajomego, jednak jechał „zbyt powoli i ostrożnie”, przez co gospodarz zdecydował, że ostatni fragment drogi pokona osobiście. Chcąc zaimponować możliwościami nowego samochodu, ruszył na tyle ostro, że saab zjechał na prawe pobocze, przewrócił się na zakręcie przy prędkości ok. 120 km/h i koziołkował. Do wypadku doszło wieczorem w miejscowości Kamieńczyk. Poszkodowany został podróżujący autem ww. Stefan Ch., natomiast Kisielewski wypadł przez przednią szybę auta i stracił przytomność. Pomimo szybkiego przyjazdu wezwanej przez jednego z okolicznych mieszkańców karetki pogotowia ratunkowego, stan artysty był na tyle ciężki, że nie była możliwa dłuższa podróż, jak tylko do szpitala w Wyszkowie. Nie doszedł także do skutku planowany na następny dzień transport chorego helikopterem do najlepszej kliniki w RFN.