Ściągnął gips zbyt wcześnie i podczas skoku na Krokwi odnowił kontuzję.

1971/1972 Udział w swoim pierwszym Turnieju Czterech Skoczni zaczął od 43. miejsca w Innsbrucku. Skoki Fortuny były nisko oceniane przez sędziów – zawsze lądował on na dwie nogi, zamiast telemarkiem. W Garmisch-Partenkirchen zajął 24. pozycję. W Oberstdorfie był 47., a w Bischofshofen 18., ex aequo z Czechosłowakiem Jaromirem Lidakiem. W klasyfikacji generalnej zajął 23. lokatę, z 836,8 zdobytymi punktami. Fortuna był jedynym z polskich skoczków, który po Turnieju nie został przez media poddany ostrej krytyce.

Zakopiańczyk wygrał ostatni przed olimpiadą konkurs krajowych zawodników w rodzinnym mieście, skacząc 106,5 m i 105,5 m i plasując się m.in. przed Pawlusiakiem, Krzysztofiakiem i Przybyłą. PKOl i PZN nadal nie chciały wysłać młodego zawodnika do Azji, tłumacząc to oszczędnościami. W końcu Fortuna, pod naciskiem prasy, m.in. red. Mariana Matzenauera i red. Krzysztofa Blautha, poleciał do Sapporo. W polskich mediach przypominano historię Franciszka Gąsienicy Gronia, który w 1956 jechał na zimowe igrzyska w podobnych okolicznościach, a do kraju wrócił z medalem.