Rudolf Reder opisywał go jako bezwzględnego mordercę, budzącego w obozie powszechny strach.

Jirmann wziął także czynny udział w akcji pacyfikacyjnej 4 października 1942 roku, kiedy to w odwecie za rzekome podpalenie stajni, w której komendant Gottlieb Hering trzymał swoje ulubione konie, zamordowano ponad 50 Polaków i Ukraińców zamieszkałych w Lubyczy Królewskiej i okolicznych wsiach. To on razem z Reinholdem Feixem rozstrzeliwał wskazane przez Heringa ofiary.

Wieczorem 1 marca 1943 roku wraz z Heinrichem Gleyem udał się do bunkra-karceru, w którym przetrzymywano dwóch wachmanów, którzy włamali się do magazynu z pożydowskimi kosztownościami. Po otwarciu drzwi obaj aresztanci rzucili się na Jirmanna, w nocnych ciemnościach doszło do szamotaniny. W pewnym momencie Gley otworzył ogień i przypadkowo zadał Jirmannowi śmiertelną ranę.

Jirmann był jednym z dwóch członków załogi Bełżca, którzy zginęli pełniąc służbę w obozie. Został pochowany na niemieckim cmentarzu wojskowym w Tomaszowie Lubelskim. W latach 90. szczątki pogrzebanych tam osób przeniesiono na niemiecki cmentarz wojskowy w Przemyślu.