Media społecznościowe pisały o kolejnych „ofiarach” Aarona Ramseya: Osamie Bin Ladenie, Stevie Jobsie, Muammarze Kadafim czy Whitney Houston.

Z każdym następnym nieudanym meczem byłego piłkarza Cardiff, złymi zagraniami i sławnymi „piętkami”, frustracja narastała, grono przeciwników Walijczyka poszerzało się, na listach transferowych fanów Kanonierów pierwszym do sprzedaży był właśnie Rambo. Raz swojej złości nie potrafił zahamować nawet ówczesny kapitan Kanonierów – Robin van Persie – który srogo zrugał młodszego kolegę, gdy ten, w meczu z Manchesterem City, po obiecującym podaniu Holendra strzelił wysoko ponad bramką. Sam zawodnik świadomy był swojej niezadowalającej formy, stąd w 2012 roku zgodził się przedłużyć kontrakt bez podwyżki zarobków. W Walijczyka nigdy nie zwątpił natomiast Arsène Wenger. Ramsey regularnie wychodził w podstawowym składzie Arsenalu na kolejne mecze lub był pierwszym, który wchodził na boisko podczas zmian.