Faktyczną kontrolę nad sytuacją mieli nie lokalni przywódcy bolszewiccy, działacze komitetów rewolucyjnych z Rostowa i Taganrogu oraz kozackiego komitetu wojskowo-rewolucyjnego utworzonego w stanicy Kamienskiej (w styczniu 1918 r.P. Kenez, Red Attack..., s. 89.), ale dowódcy wkraczających nad Don oddziałów Armii Czerwonej na czele z Rudolfem SiwersemP. Kenez, Red Attack..., s. 118.. Działali oni niezależnie nawet od Rady Komisarzy Ludowych i kierownictwa partii bolszewickiej.
W opanowanych przez czerwonych miastach panowała anarchia, potęgowana przez napływanie na teren republiki zdemoralizowanych żołnierzy, którzy uciekali do Rostowa z opanowanej przez Niemców Ukrainy. Dopuszczali się oni aktów przemocy i grabieżyP. Kenez, Red Attack..., s. 120–121.. Równocześnie Siwers polecił rozstrzeliwać bez sądu wszystkich byłych żołnierzy białej Armii Ochotniczej, którzy pozostali w mieście. Ofiarami samosądów padali również byli oficerowie armii carskiej, nawet, jeśli w rozwijającej się rosyjskiej wojnie domowej nie brali dotąd aktywnego udziału. Zlikwidowano mienszewickie pismo „Raboczeje Dieło”, a następnie utworzone w jego miejsce „Raboczeje Słowo”. Z rąk zdemoralizowanych żołnierzy zginął czołowy działacz miejscowych mienszewików P. Kałmykow.